Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7-8. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7-8. Pokaż wszystkie posty

42♥ "Niezbędnik obserwatorów gwiazd" Matthew Quick


TYTUŁ: "Niezbędnik obserwatorów gwiazd"
AUTOR: "Matthew Quick
WYDAWNICTWO: Otwarte (Moondrive)
ILOŚĆ STRON: 320
MOJA OCENA: 7/10

Finley to chłopak na zabój zakochany w koszykówce i swojej dziewczynie Erin. Niewiele mówi, nawet wtedy kiedy musi. Zmuszony jest żyć w Bellmont, choć całym sercem nienawidzi tego miejsca za wszystko, co go spotkało. Ucieczką dla niego jest kosz i gwiazdy, bo wtedy wierzy, że gdzieś czeka na niego lepsze życie. Jednak niespodziewana wizyta trenera, który prosi go o pewną przysługę zaczyna mieszać w jego życiu. Czy straci to na co, tak ciężko pracował? To, co do jest pory było dla niego najważniejsze? A może nagle jego świat wywróci się do góry nogami i zmieni swój tor? 
"- Pewnego dnia nadarzy się twoja szansa. Pomyśl o Harrym Potterze. Jego życie jest koszmarne, ale pewnego dnia dostaje list, wsiada do pociągu i wszystko się u niego odmienia. Staje się lepsze. Magiczne.
- To tylko fikcja.
- Tak jak my. My też jesteśmy fikcją."
Niektórzy z Was może już poznali Pana Quicka - autora o ogromnej wyobraźni, o zaskakujących pomysłach, niezwykle ciekawym stylu i swojej własnej specyficzności. Pan Matthew to mały szaleniec, który lawiruje pomiędzy tym, co możliwe, a tym co wydaje się nierealne. Tworzy miejsca, ludzi i zdarzenia, które nie powinny mieć miejsca. Ale może to wcale nie on jest szalony, może to świat taki jest, a Pan Quick po prostu potrafi to dostrzec? 

W powieści "Niezbędnik obserwatorów gwiazd" stworzył on zwykłego chłopaka, marzącego o normalnym życiu, a potem umieścił go w miasteczku, w którym marzenia to jedyne co się ma, gdzie nic nie jest pewne, a nielegalne pieniądze są ważniejsze niż życie - kazał mu żyć w Bellmont, a tu rządzi gang. Pan Matthew zabrał chłopakowi matkę, którą ledwie pamięta, stworzył mu świat, w który żyje z dziadkiem kaleką i zapracowanym ojcem. Obdarzył go pasją do koszykówki, ale zapomniał dać mu do niej talent. Podarował mu gwiazdy, które potrafiły oderwać go od wspomnień. I dał mu Erin, dziewczynę, z którą pragnie spędzić resztę życia. 
"Nie zawsze można wybrać rolę, jaką będzie się odgrywać w życiu, lecz cokolwiek by ci się trafiło, dobrze tę role grać najlepiej, jak się potrafi."
Na głównym bohaterze warto się jeszcze chwilę skupić, a szczególnie na tym, jak mało mówił. Niestety była to dość drażniąca cecha, gdy chłopak przez większą część książki potakiwał na wszystko, co mówili mu inni - "Jasne", "Okej" i "Tak". Nie każdy jest gadatliwy, czy też asertywny - to zrozumiałe, jednak czytelnikowi, który nie jest jak Finley, trochę trudno to zrozumieć. Czasem chłopak w narracji mówił, jak bardzo chce czemuś zaprzeczyć, jak strasznie chce coś powiedzieć, po czym z jego ust nie wydobywa się nic - to była typowa dla chłopaka sytuacja, która czasem może doprowadzić odbiorcę do szewskiej pasji - nie pozostawało nic innego, jak tylko wstrząsnąć chłopakiem, by wreszcie coś zrobił, coś powiedział, by nie był tak bardzo bierny w swoim życiu. Bo właśnie taki Finlay był - żył biernie, wykonywał wszystkie zadania, jakie ktoś mu powierzał. Przez większość książki tylko kosz był tym, o co naprawdę walczył. 
Myślę, że brak zrozumienia z mojej strony wynikał z faktu, że życie głównego bohatera jest mi obce, nie przeżyłam tego, co on, gdy był mały i nie żyję w mieście, gdzie strach wyjść na ulicę. Finlay to zapewne wyjątkowy chłopak lecz irytować w drobnym stopniu też potrafił. 
"A może jednak nauczyłem się dzięki koszykówce czegoś o życiu: obchodzisz innych ludzi tylko wtedy, gdy możesz pomóc im wygrać. Jeśli nie możesz tego zrobić, przestajesz się liczyć."
Jeśli ktoś z Was czytał "Prawie jak gwiazda rocka" Pana Quicka, wie, że autor nie boi się nagłych zwrotów akcji, nie waha się przed rzuceniem bomby, która burzy świat bohaterów. To samo było w tej powieści, autor od początku w pogotowiu miał tajną broń, chciał zwalić z nóg czytelnika, jednak nie wyszło to tak dobrze, jak mogło - trochę, jakby pomylił bombę ze zwykłą petardą, której wybuch zniewala krótkotrwale. Bez dwóch zdań, po tym zdarzeniu robi się ciekawiej, autor wreszcie zaczyna wywoływać u czytelnika emocje, w końcu wychodzą na jaw wszystkie tajemnice sprzed lat.
Jak to Matthew Quick ma w zwyczaju, nie pisze o niczym, jego powieści mają jakiś głębszy sens. W "Prawie jak gwiazda rocka" odnalazłam ukrytą siłę miłości, być może nie o tym chciał mówić autor, ale dla mnie ta część wydawała się najważniejsza. To była taka miłość, przy której czyjeś szczęście, czyjeś dobro i powodzenie było ważniejsze od własnego. To była taka siła, która mimowolnie kazała uronić łzę. 

To jednak nie jest lektura stworzona, by ją pokochać, ale by przy niej odpocząć. Przy Niezbędniku można wejść w stan głębokiego relaksu, gdyż jest to taka książka, którą czyta się z przyjemnością, która nie razi czytelnika słabym piórem, oklepaną fabułą, czy płytkimi bohaterami - bo tego tu nie ma, jednak tej powieści brakuje "tego czegoś", takiego nasionka, które zacznie kiełkować w sercu czytelnika. 

22♥ "Igrzyska śmierci" Suzanne Collins

TYTUŁ: "Igrzyska śmierci"
AUTOR: Suzanne Collins
WYDAWNICTWO: Media Rodzina
ILOŚĆ STRON: 352
MOJA OCENA: 8/10

Czy zdołałbyś przetrwać w dziczy, zdany na własne siły, gdyby wszyscy dookoła próbowali wykończyć cię za wszelką cenę? 
Na ruinach dawnej Ameryki Północnej rozciąga się państwo Panem, z imponującym Kapitolem otoczonym przez dwanaście dystryktów. Okrutne władze stolicy zmuszają podległe sobie rejony do składania upiornej daniny. Raz w roku każdy dystrykt musi dostarczyć chłopca i dziewczynę między dwunastym a osiemnastym rokiem życia, by wzięli udział w Głodowych Igrzyskach, turnieju na śmierć i życie, transmitowanym na żywo przez telewizję. 
Bohaterką, a jednocześnie narratorką książki jest szesnastoletnia Katniss Everdeen, która mieszka z matką i młodszą siostrą w jednym z najbiedniejszych dystryktów nowego państwa. Katniss po śmierci ojca jest głową rodziny – musi troszczyć się, by zapewnić byt młodszej siostrze i chorej matce, a to prawdziwa walka o przetrwanie... 
[Wydawnictwo Media Rodzina]
„Niszczenie jest znacznie łatwiejsze od tworzenia.”
Pewnie kilkoro z Was zdziwiło się pojawieniem recenzji o Igrzyskach, bo myśleliście, że już prawie wszyscy znają tę serię. Jednak ja jestem odmieńcem, który dopiero postanowił zabrać się za nią i mam za sobą już tom pierwszy. Oczywiście orientowałam się już wcześniej, o co chodzi w tej serii, bo oglądałam wszystkie części filmów i choć nie wiedziałam, czy cała ta historia spodoba mi się na kartach powieści, tak byłam pewna, że mimo to przeczytam tę trylogię, a przynajmniej spróbuję i jak na razie nie żałuję. 

Katniss to kapitalna główna bohaterka, jedna z lepszych, jakie można w książkach spotkać. Suzanne, jak najlepiej starała się ją przedstawić po przez jej czyny i w zasadzie z łatwością przychodzi nam poznanie jej osobowości. Jest to niezwykle mądra dziewczyna o dobrym sercu, ale która nie daje sobie w kasze dmuchać. Stanowi całkowite przeciwieństwo bohaterek, które w większości borykają się ze swoimi uczuciami, Katniss ma większy problem - musi walczyć o swoje życie i przetrwanie swojej rodziny.
Styl pisania autorki choć z pozoru nie wyróżnia się niczym oryginalnym, to zawiera w sobie taką prostotę, która ukazuje z jaką łatwością szło jej pisanie. W żadnym momencie nie udało mi się wyczuć, by Suzanne pisała na siłę, ona po prostu wiedziała, jak chce poprowadzić losy Katniss i Peety. 
„Trudno ich nienawidzić. To po prostu skończeni idioci.”
Chyba nie muszę już dłużej ukrywać, że książka mnie w pewien sposób oczarowała, mimo znajomości tego, jak potoczą się losy bohaterów. Serce niejednokrotnie zamierało przed tym co miało nastąpić, a ja przecież wiedziałam, co to takiego będzie. Tylko czekałam aż dojdę do pewnych momentów z filmu, a jeśli wy Igrzyska na ekranach jeszcze nie widzieliście (w co troszkę wątpię), a książkę macie dopiero w planie (w co również wątpię), to będziecie czytać dalej z niewiedzy, pragnąc poznać co stanie się z Katniss i Peetą, jak potoczy się historia w Igrzyskach.

Myślę, że gdybym nie znała filmu, nie miałabym pojęcia co będzie dalej i Suzanne niszczyłaby wszystkie moje teorie. Nie żałuję, że obejrzałam ekranizację nim przeczytałam książkę, nie w tym przypadku, ale cieszę się, że mimo to nie zrezygnowałam z przeczytania serii. Igrzyska Śmierci, to świetny film i rewelacyjna ekranizacja, ale nie ma co ukrywać, że pewne fakty zostały tam jednak pominięte, a inne może nie do końca jasne dla osób, które nie czytały pierwowzoru. Teraz, gdy ja się z nim zapoznałam, mogę śmiało powiedzieć, że książka uzupełniła wszystkie informacje. Tak, właśnie tym była – świetnym uzupełnieniem ekranizacji. Dała mi szansę, abym zbliżyła się do głównych bohaterów i poznała kilka faktów z ich życia. "Igrzyska śmierci" wręcz pochłaniałam, a gdy już skończyłam żałowałam, że nie mam przy sobie kolejnej części. 
A o czym w ogóle mowa w tej powieści? Przede wszystkim o poświęceniu. Ryzykowaniu własnego życia w imię tych, których się kocha, stawianie ich ponad siebie.

Pewnie nawet nie muszę mówić, że polecam Wam tę książkę, jeśli jeszcze jej nie czytaliście i nie ważne czy film już oglądaliście, czy macie dopiero w planach. Suzanne odwaliła kawał dobrej roboty, stworzyła genialną dystopię, która podbiła serca wielu czytelników. 
„I niech los zawsze wam sprzyja.”

20♥ "Zostań, jeśli kochasz" Gayle Forman

TYTUŁ: "Zostań, jeśli kochasz"
AUTOR: Gayle Forman
ILOŚĆ STRON: 248
WYDAWNICTWO: Nasza Księgarnia 
MOJA OCENA: 7/10

Jeden dzień potrafi zmienić całe życie …

Mia to nastolatka, która wydaję się nieco inna niż jej rówieśnicy, zakochana w muzyce klasycznej, czasem zbyt poważna, wiolonczelistka. Do tej pory wiodła szczęśliwe życie u boku rodziny, ukochanego chłopaka i najlepszej przyjaciółki. Wystarczył jeden dzień, nieszczęsny moment by straciła tych, których kochała najbardziej … Dziewczyna przeżywa wypadek, w którym brała udział jej rodzina, a teraz stoi przed najważniejszym wyborem. Co, jeśli zostanie? Czy życie po takiej stracie jest możliwe? Czy warto spróbować i wrócić? 
„Uświadamiam sobie nagle, że umieranie jest proste. To życie jest trudne.”
Dość długo zbierałam się do zapoznania z "Zostań, jeśli kochasz", wreszcie zmotywowałam się, kiedy po wypożyczeniu upłynął termin oddania jej do biblioteki i wiecie, co? Nie żałuję, że wreszcie po nią sięgnęłam. Książka ta kojarzy mi się z lekkością, z taką delikatnością i płynnością mi się ją czytało, że aż trudno to wyjaśnić … wiedziałam, że będzie poruszała trudny temat, że spotkam tam się ze stratą i koniecznością podjęcia decyzji, której chyba nikt nie chciałby podejmować. Temat nie jest prosty, kłuje w serce i autorka to pokazała, pozwoliła mi zatracić się w przemyśleniu takiej sytuacji, w zastanowieniu nad tym, co zaczęło nasuwać się do głowy – po prostu pozwoliła sercu chwilkę pocierpieć, doznać wstrząsu, ale mimo to pozostawiła je na miejscu, całe i zdrowe. Ta lekkość, o której już wspominałam, działała jak tarcza ochronna.

Całość dzieje się właściwie w przeciągu jednego dnia, tego który zaważył na życiu Mii, ale książka przepełniona jest retrospekcjami, tak aby razem z bohaterką spróbować podjąć decyzję, a na końcu zrozumień jej wybór. Szczerze? Uwielbiam, gdy w powieściach są retrospekcje! 
Jeśli chodzi o bohaterów, to hmmm... naprawdę ich polubiłam, zapałałam do nich sympatią, ale nie pokochałam i nie zżyłam się z nimi jakoś szczególnie. Może to dlatego, że "Zostań jeśli kochasz" skończyło się szybciej niż bym tego chciała? Może...
„Czasem człowiek dokonuje w życiu wyboru, a czasem to wybór stwarza człowieka.”
Filmu jeszcze nie oglądałam, ale wiele razy spotykałam się z opinią, że stanowi świetne dopełnienie książki lub nawet jest o wiele lepszy, więc spodziewam się, że mnie powali, bo mimo że książka tego nie zrobiła, to była bardzo blisko i na pewno zapamiętam ją na dłużej. Teraz pozostało mi polować na kontynuację! 
„Pozwolę ci odejść. Jeśli zostaniesz.”
♥♥♥♥♥
Recenzja wydaje mi się dość krótka, ale mam wrażenie, że zawarłam w niej wszystko, co bym chciała Wam powiedzieć, troszkę jak Forman w "Zostań, jeśli kochasz" ☺

19♥ "Utrata" Rachel Van Dyken

TYTUŁ: "Utrata"
AUTOR: Rachel Van Dyken 
ILOŚĆ STRON: 304 
MOJA OCENA: 7,5/10

Minęły już dwa lata odkąd świat Kiersten się zawalił. Dwa lata chowania się w swoim pokoju z dala od rówieśników i szafkami pełnymi antydepresantów. Dwa lata życia w poczuciu winy oraz nocnymi koszmarami. A teraz przyszedł czas na studia i ... nowy początek? 
Weston, to opiekun roku, ale jaki .... najlepszy rozgrywający w drużynie, syn wielkiej sławy, największy przystojniak, a do tego ten ośmiopak, mmm... 
Dlaczego chłopak mogący mieć każdą dziewczynę zwraca uwagę na pierwszoroczniaka? Czy te jej rude włosy, to jedyny powód?
„Życie nie jest sprawiedliwe, ale to jak je przeżyjemy, to właśnie jest cudowne. To dar. A każdy dar jest inny, każda ścieżka jest inna. Ta z jakiegoś powodu jest nasza i im szybciej się z tym pogodzimy, tym szybciej przestaniemy płakać i zaczniemy żyć. ”
Sięgając po takie książki, jak ta możemy być pewni, że znajdziemy tam bohaterów pogrążonych w tragedii, których połączy wielka miłość, więc po co czytać takie książki? Gdzie ta oryginalność? A, jednak w "Utracie", gdzieś została ona ukryta... Może nie czyni ona tej książki, czymś jedynym w swoim rodzaju, ale daje nam szansę na niezwykle miłe spędzenie czasu, jaki i zapamiętanie tej książki, choć nie na zawsze, to na jakiś czas. 

Bohaterzy? REWELACJA! To jak autorka, nie tylko ich wykreowała, ale i nam ich przedstawiła, było czymś niesamowitym. Podział rozdziałów na narrację między bohaterami zdarza się coraz częściej, ale to jak zrobiła to Rachel, było ... och, nie mogę znaleźć odpowiedniego słowa :/ Ta kobieta po prostu dała nam czas oraz okazję na to by Kiersten i Wes stali się naszymi przyjaciółmi! Takimi od serca, więc nie sposób było być obojętnym na to, co ich spotykało. Ich ból był moim bólem, a ich szczęście było moim szczęściem. Ich łzy były moimi łzami, a ich uśmiechy moim. 
Wgłębianie się w kolejne rozdziały tej książki było dla mnie małym zaszczytem i właśnie tak poznawałam naszych bohaterów - ich przeszłość, uczucia, nadzieje, marzenia, obawy, ICH. 
„Trudno jest żyć - łatwiej jest umrzeć. Zamykasz oczy i więcej ich nie otwierasz. Co w tym trudnego? Nic- tyle tylko, że cholernie trudno zostawić tych, których się kocha."
Wszystko zdawało się być naturalne, choć początkowo toczyło się może nieco za szybko. Całość niesamowicie subtelna. Te wszystkie cytaty, które napotkałam po drodze, te przemyślenia, ale nie wymuszane, ani nie wypełnione filozofią, ale życiem!
Książkę tę ZDECYDOWANIE POLECAM, choć jeśli macie mocne uczulenie na książki z pewnym schematem, jeśli chodzi o New Adult, to może już nie koniecznie...
„Czasami musisz przejść przez piekło, aby znaleźć swoje niebo.”
♥♥♥♥♥
Książkę miałam okazję przeczytać dzięki akcji Book Tour zorganizowanej przez Michalinę z bloga Książkowy świat i bardzo jej za to dziękuję ^^
Regulamin Book Tour:
  1. Bloger, który otrzyma książkę, wpisuje swoje imię, bądź nick na tytułowej stronie.
  2. W ciągu 10 dni od otrzymania książki, należy przeczytać ją i opublikować recenzję na swoim blogu.
  3. W swojej recenzji należy zawrzeć informację, o tym, że jest ona częścią akcji Book Tour, a także wstawić zdjęcie egzemplarza.
  4. W końcu (w ciągu tych dziesięciu dni) trzeba wysłać książkę kolejnej, wybranej przez siebie osobie, przy której jesteście pewni, że prześle ją dalej i przede wszystkim spytajcie wcześniej tej osoby, czy na pewno chce ona tę książkę. Najlepiej byłoby, gdyby powieść była wysyłana listem poleconym, żeby nigdzie nie zaginęła i dodatkowo priorytetem, żeby szybko trafiła do kolejnej osoby :)
  5. Każdą osobę, która otrzyma książkę, a potem będzie wysyłała ją dalej proszę o e-mail (michalina.kulinska@o2.pl), do kogo powieść wysyłają, abym wiedziała gdzie się w danym czasie znajduje.
  6. Książka musi wrócić do Michaliny do 30 sierpnia.
Już wybrałam osobę do której dalej powędruje ta książka, ale to tajemnica ^^ Śledźcie blogi :D

18♥ "Wybacz mi, Leonardzie" Matthew Quick

TYTUŁ: "Wybacz mi, Leonardzie"
AUTOR: Matthew Quick
ILOŚĆ STRON: 408
MOJA OCENA: 8/10

Jeśli coś kończy się źle, to może oznacza to, że to jeszcze nie koniec i watro dać sobie szansę na "happy end"?

Leonard nie miał łatwego życia. Matka projektantka, dla której kariera okazała się ważniejsza od syna. Ojciec hazardzista, który uciekając od kłopotów pozostawił syna w rękach matki, która się nim nie przejmowała. Przyjaciel, który wyrządził mu krzywdę, a teraz Leo ma hitlerowski pistolet i cel, który chce zrealizować ... Morderstwo i samobójstwo, ale i pożegnania.

Leonarda poznajemy w chwili, kiedy je śniadanie i rozmyśla o sztuce nowoczesnej. Czy zdjęcie miski z owsianką, a obok niej walther P38, by do niej należał? No cóż, ja na to pytanie odpowiedzi nie znam, ale już w tym momencie Leo, Matthew Quick i ta książka zyskali moją sympatię. Po 30 stronach już wiedziałam, że książka ta okazała się świetnym wyborem, wręcz znakomitym!
„Mam taką teorię, że z wiekiem tracimy zdolność do bycia szczęśliwym.”
Niemalże całe 400 stron skupia się na jednym dniu, 18 urodzinach Leonarda, a możliwe, że i ostatnich. Chłopak zanim zrealizuje swoją misję, chce się pożegnać, poodwiedzać kilka miejsc, "nacieszyć" ostatnim dniem swojego życia. Wpuszcza nas w najgłębsze części swojego umysłu, zdradza sekrety i darzy przemyśleniami na temat życia, dorosłości oraz całego świata. Pozwala nam przeżywać ten dzień wraz z nim, daje nam zarys swojej przeszłości po przez retrospekcje. I wiecie co? Leonard nie kłamie, pokazuje problemy z jakimi mierzy się nie jeden młody człowiek, problemy, które wyniszczają go od środka, a w końcu popychają do ostateczności. A nadzieja? Autor w przepiękny sposób starał się pokazać, że czasem jest źle, ale powinniśmy walczyć, nie poddawać się, bo będzie lepiej, powinno tak być, wystarczy w to uwierzyć i przeć na przód! Umiejętnie przedstawił również, to że w ciężkich chwilach nie należy zatracać się w swoim nieszczęściu. Wszyscy ludzie mają problemy, jedni większe, a inni mniejsze, co nie oznacza, że mniej ważne i łatwiejsze do zniesienia. Nie można zatracać się w swoim cierpieniu i patrzeć na czubek własnego nosa. Pryszcz na czole to problem? Ha, inni oddaliby wiele, aby to był ich największy problem!

Matthew wykreował fantastycznego bohatera! Obdarzył go innością, tak by pokazać, że ona nie jest zła. Inność to siła, bo w tych czasach nie jest proste być innym niż wszyscy, nie ulec modzie i naciskom jakie są na nas kładzione.
„Tylko, proszę, nie wracaj do tego ponurego miejsca, do którego codziennie przychodzisz. Pokaż mi, że człowiek może być jednocześnie dorosły i szczęśliwy. Błagam! Żyjemy w wolnym kraju. Jeśli nie masz na coś ochoty, nie musisz tego robić. Możesz robić, cokolwiek chcesz. Być, kimkolwiek chcesz.”
Ogólnie "Wybacz mi, Leonardzie" zrobiła na mnie ogromne wrażenie, ale i nie tylko książka, ile sam Matthew Quick. Jednego mi brakło … łez. Wiem, że wiele osób została doprowadzona do płaczu przez tę książkę, a ja nie i nie wiem czemu … Tak, wzruszyłam się, przeżywałam to, dostałam MEGA dawkę przemyśleń, moje serce krajało się, gdy czytałam, ale łez mi brakło, jakby książka nie uderzyła w 100% w moje serducho! To drobny minusik, ale wierzcie, że książka jest warta przeczytania i ja na pewno zaznajomię się z innymi powieściami tego autora, bo bolałaby mnie, gdybym nie poznała jego talentu w 100%. Wiele osób porównuje Matthewa do Greena, a ja tego nie zrobię, bo uważam, że istnieje ogromna szansa na to, że styl Pana Quicka spodoba się fanom Zielonego, jak i osobom, które są stanowczo na NIE, jeśli chodzi o twórczość Greena.
„Najpierw cię ignorują,potem się z ciebie śmieją,
potem cię zwalczają,potem wygrywasz.”
PS. A Tobie Matthew dziękuję, za to, że dałeś mi szansę pomyśleć nad TYLOMA sprawami! 

17♥ "Starter" Lissa Price

TYTUŁ: "Starter"
AUTOR: Lissa Price
ILOŚĆ STRON: 400
MOJA OCENA: 7/10

Ona jedna przeciwko systemowi
Straciła rodziców
Potem dom
W końcu własne ciało
Zrobi wszystko żeby je odzyskać.
Callie straciła rodziców, kiedy wojna bakteriologiczna zmiotła z powierzchni ziemi wszystkich w wieku między 20 a 60 lat. Ona i jej młodszy brat, Tyler, uciekają, aby mieszkać na odludziu wraz z przyjacielem Michaelem, i walczą z regenatami, którzy byliby w stanie zabić ich choćby dla ciastka.
Jedyną nadzieją Callie jest „Prime Destinations”, niepokojące miejsce w Beverly Hills, rządzone przez tajemniczą postać znaną jako Old Man. Ukrywa nastolatków, aby wypożyczyć ich ciała Endersom – seniorom, którzy chcą być znowu młodzi. Callie wie, że pozyskane w ten sposób pieniądze utrzymają ją, Tylera i Michaela żywych, więc zgadza się być dawcą.
„Zrozpaczona, głodująca sierota, złakniona ochłapów, zdana na łaskę systemu, który bardziej troszczył się o bezpańskie psy niż bezdomne dzieci.”
Przyznam, że byłam bardzo ciekawa tej książki, więc fakt, że wygrałam ją w rozdaniu był mi bardzo na rękę, gdyż w innym wypadku pewnie nie prędko miałabym szansę ją przeczytać. 
Co w niej znalazłam?

Jeśli chodzi o fabułę, to nie ukrywam, że pomysł na wynajem ciał brzmiał dość ciekawie i również tak został przedstawiony. Na samym początku miałam mały problem, aby to ogarnąć. Jak? Na jakiej zasadzie to działa? O co w tym chodzi? Ale czym bardziej się wczytywałam, to powoli układało się to w mojej głowie. Chory brat i poświęcenie własnego ciała dla pieniędzy, by móc zapewnić mu leczenie. Niby oklepane, bo często zdarza się, że bohaterowie poświęcają się dla swojej rodziny, ale co z tego? "Starter" wcale nie okazał się oklepany, może i nie wnosił też nic nowego, ale przyjemność czytania była na pewno, a to chyba najważniejsze. 
„Czy Kopciuszek, tańcząc owej nocy w przepięknej balowej sukni, rozważał wyjawienie księciu prawdy? Czy ona myślała o tym, żeby ni stąd, i zowąd powiedzieć: "Och, książę, czy wiesz, że ta kareta nie jest moja, że naprawdę jestem brudną, bosonogą służącą, przeniesioną na krótko w świat bajki?" Nie. Bo cieszyła się chwilą.
I cichutko wymknęła się po północy.”
Co do głównej bohaterki, to zbyt wiele napisać o niej nie umiem. Była naprawdę fajną postacią. Nie będę kłamać, okazałą się jak większość bohaterek książkowych. Przeciętna Callie. Przyznam, że nawet w ciągu tych kilku dni zdążyłam zapomnieć, jak ma na imię i musiałam to sprawdzić, a to chyba niedobrze, ale … nie wkurzała, nie irytowała, nie przechodziła przemiany z szarej myszki po pewną siebie dziewczynę, więc chyba nie tak źle, prawda? 
Pozostałe postacie również były okej, ale i one nie wyróżniały się spoza tabuna innych postaci książkowych. 

Odnoszę pewne wrażenie, że książka ta nie została stworzona, aby ją zapamiętać, czy aby pokochać, a tylko po to by zapewnić kilka godzin naprawdę dobrej rozrywki, bo tego nie brakowało. Nie brakło zagadek, akcji oraz wątku miłosnego (ale nie przebijał się ona ponad główny wątek, a stanowił ciekawe tło urozmaicenia dla całości). "Startera" czytało mi się naprawdę świetnie, i mimo że czasem potrafił mnie zaskoczyć, to myślałam, że nic większego mnie już tu nie spotka. W tym momencie oświadczam, że się grubo pomyliłam. Autorka największą bombę zostawiła na ostatnie dwa rozdziały. Dwa rozdziały, które miały okazać się spokojnym zakończeniem tomu pierwszego, tylko wcale takie spokojnie nie były. BUM. I nagle okazuje się, że ktoś nie był tym, za kogo go uważałam. BUM. I upewniam się, że będę musiała przeczytać tom drugi. 
„Czy to paskudne z mojej strony cieszyć się, że tu jesteś ? - spytała - Bo się cieszę. Myślałam, że już nigdy cię nie zobaczę, a teraz mam cię tutaj. Przyjaciółkę.”

16♥ "Requiem" Lauren Oliver

TYTUŁ: "Requiem"
AUTOR: Lauren Oliver
ILOŚĆ STRON: 392
MOJA OCENA: 8,5/10

RECENZJA ZAWIERA SPOILERY Z TOMU PIERWSZEGO I DRUGIEGO („DELIRIUM” I „PANDEMONIUM”)

Pamiętacie, jak zakończył się tom drugi? Tak, to było w momencie, kiedy pojawił się Aleks (mój Aleks), ale całkiem inny, nie do poznania, chłopak o ostrym spojrzeniu. Spojrzeniu, które dało mi nadzieję, ale jednocześnie złamało serce.

W ostatnim tomie obserwujemy zmagania Leny z przeciwnościami, jakie stawia przed nią życie i nie chodzi tu tylko o pewnego rodzaju rozdarcie uczuciowe w stosunku do chłopaków, ale i o Głuszę, o wolność, której władze próbują pozbawić Odmieńców z większą mocą niż dotychczas, o wspomnienia i ból, który gdzieś się w niej ukrył i nie pozostawił przeszłości martwej, tak jak zawsze powtarzała Raven. 
Jesteśmy świadkami również życia Hanny, dawnej przyjaciółki Leny, która przeszła zabieg i oczekuje własnego ślubu. Hany, która kiedyś była wiecznie roześmiana, pełna energii, a nawet miłości. W ten sposób spoglądamy na przygotowania do rewolucji oczami obu stron. 
„Taka jest właśnie przeszłość: unosi się, potem osiada i gromadzi warstwami. Jeśli się straci czujność, pogrzebie cię.”
Pamiętam, jak pisałam Wam w recenzji "Delirium", że się nim delektowałam, powolnie wchłaniając każde słowo, a w "Pandemonium", że czytałam je ze złamanym sercem, ale i nadzieją, że wszystko dobrze się potoczy, że Aleks jednak żyje i w końcówce Lauren mi go oddała, tyle że odmienionego. Nie tylko on jednak się zmienił, bo Lena również, ze słabej dziewczyny jaką była, gdy żyła w Portland przerodziła się w odważną i waleczną kobietę, która poczuła, że jest zdolna pokochać kogoś innego, a tym kimś był Julian. W "Requiem" Lenia jest już całkiem inna, niż gdy ją poznajemy, jakby pewniejsza siebie, swoich możliwości, ale wciąż rozdarta. Czy to nie jest aż do bólu ludzie? Ostatnim tomem się nie delektowałam, nie było na to czasu, ale nadzieja, która towarzyszyła mi przy "Pandemonium" pozostała, tyle że dołączył do niej strach oraz pragnienie. Strach - obawa, że nie zakończy się to tak, jakbym pragnęła, że Lauren złamie mi serce po raz kolejny, a pragnienie, to ogromna chęć poznania dalszych losów bohaterów, pomimo strachu.
Rozdziały, których narratorką była Hana, wcale nie były nudniejsze niż te, gdzie towarzyszyła mi Lena. W ten sposób widziałam, co dzieje się w murach miast, poznałam też pewną cząstkę Hany i jej sekretów … nawet tych bolesnych, zaskakujących, kujących w serce, niszczących cały obraz stworzony przeze mnie dotychczas, ale zdradzić więcej nie mogę, a szkoda … 

Książkę tę czytałam niezwykle dokładnie (w sumie jak zawsze), aby nic mi nie umknęło, bałam się, że ucieknie mi coś istotnego, odpowiedź na jakieś pytanie, na które potrzebuję odpowiedzi. Ale szczerze, to nic nie dało. Na końcu, autorka pozostawiła mnie z niczym – dokładnie tak, z brakiem odpowiedzi na wiele ważnych rzeczy i tego właśnie się bałam. Miałam złe przeczucia w chwili, gdy przeczytałam już 2/3 książki, a tu pozostało jeszcze zbyt wiele wątków do rozwinięcia i zakończenia, by wystarczyła na to 1/3. Ku mojemu małemu niezadowoleniu, autorka potraktowała wiele spraw zbyt pobieżnie, otarła się o nie, ale nic poza tym. Nie to, że nie lubię otwartych zakończeń, bo gdy są dobre, to mi nie przeszkadza, ale tu … Hmm, troszkę jakby Lauren pomyślała, że chce już to zakańczać, bez względu na wszystko. Nie mogę powiedzieć, że zakończenie było złe, bo myślę, że takie nie było, ale mnie, nową fankę tej serii, nie do końca usatysfakcjonowało. Dużo szczęśliwsza bym była, gdybym została obdarowana jakimś Epilogiem, ale go nie znalazłam, koniec książki i tyle … Brakło mi tam też trochę Aleksa, za którym tak bardzo się stęskniłam, czuję niedosyt jeśli o niego chodzi. 
„Może jednak szczęście wcale nie tkwi w wyborze. Może leży ono w iluzji, w udawaniu, że gdziekolwiek skończyliśmy, tam właśnie chcieliśmy być przez cały czas.”
"Requiem" mimo wszystko potrafiło wywołać w mnie wiele emocji. Niejednokrotnie zaciskałam mocno oczy, by okazało się po ich otworzeniu, że to co przed chwilą przeczytałam było tylko jakimś przewidzeniem. Łezka była, ale taka już jestem, wzruszam się, bo zbyt boli mnie, życie bohaterów, czasem zbyt łatwo znajduję powiązanie ze swoim życiem, a nieraz za dokładnie jestem w stanie sobie to wyobrazić. Czytałam i jakby na własnej skórze czułam, czym jest zdrada … Zdrada nad którą musiałam chwilę pomyśleć, bo jest tyle sposobów w jaki można jej dokonać. Trzeba jednak pamiętać, że skutków jej raczej nie da się cofnąć, naprawić szkód. Zbyt łatwo przychodzi ludziom niewierność.
„Jak ktoś może mieć taką moc, by sprawić, że drugi człowiek rozpada się na tysiąc kawałków albo doświadcza uczucia pełni?”
Koniec końców, cała seria zrobiła na mnie ogromne wrażenie (dużo większe niż się tego początkowo spodziewałam) i "Requiem" również. Oczywiście, ta część miała swoje minusy (czegoś mi tam brakło i z bólem serce Wam to napisałam, ale co by to była za recenzja, gdybym umieściła w niej tylko półprawdy?), ale jeszcze więcej plusów, ale przede wszystkim była zakończeniem niezwykłej historii, która pozostanie ze mną chyba na zawsze. Do dziś pamiętam ostanie słowa, ostatnie trzy, krótkie zdania z "Delirium" - „Kocham cię. Pamiętaj. Tego nam nie odbiorą” - i pragnę by pozostały ze mną do końca. 

14♥ "Pierwsza na liście" Magdalena Witkiewicz

TYTUŁ: "Pierwsza na liście"
AUTOR: Magdalena Witkiewicz
ILOŚĆ STRON: 348
MOJA OCENA: 8,5/10

Historia przyjaźni, która po latach rodzi się na nowo, 
miłości, która wybucha gwałtownie i niespodziewanie. 
Opowieść o trudnych wyborach, które mogą podarować komuś życie,
o przebaczeniu i zrozumieniu oraz o wielkiej nadziei i sile kobiet.
Ina zaczęła nowe życie. Nie spodziewała się, że przeszłość zapuka do jej drzwi w najmniej oczekiwanym momencie. Patrycja w każdej chwili mogła wszystko stracić. Los postawił przed nią najtrudniejsze z zadań. Jak w ciągu kilku tygodni nauczyć ukochane córki jak żyć? Karola musiała wziąć sprawy w swoje ręce.
Wyruszyła w podróż aby odnaleźć Pierwszą na liście. Odnalazła. Ale wraz z nią wróciły bolesne wspomnienia. Mimo niezagojonych ran, dawnych zdrad, i upływającego czasu, przyjaźń wróciła. Powróciła z wielką mocą, która kruszy góry, sprawia, że niemożliwe staje się możliwe.
Kolejny raz Magdalena Witkiewicz ukazała wielką siłę zwyczajnych kobiet. Ta siła jest w każdej z nas. Musimy ją tylko w sobie odkryć. 
[Wydawnictwo Filia]

Na sam początek postanowiłam odnieść się do opisu wydawnictwa. Zanim zabrałam się za czytanie uważałam, że jest niezwykle interesujący oraz, że w książce może kryć się coś wartościowego, ale niezwykle się pomyliłam, a uświadomiłam sobie to, gdy czytałam ten opis już po zakończeniu książki. Dopiero po przeczytaniu historii ukrytej na kartkach tej powieści w pełni zrozumiałam jej opis i to, że jest on nie tylko interesujący, ale równie niesamowity, jak sama książka. Słowa w nim zawarte zaczynały nabierać głębszego sensu, jakby przestały być tylko słowami, a stały się cudowną historią. 
„Miłość. Zastanawiam się, co jest ważniejsze – miłość czy przyjaźń? Miłość czasem mija, a przyjaźń… Cały czas się łudzę, że przyjaźń zostaje na zawsze.”
Jeśli chodzi o samą książkę, to składa się ona z opowiadań kilku kobiet, które razem tworzą niezwykłą historię. Można by pomyśleć, że jest ona nieprawdopodobna, ale wcale nie, jest po prostu prawdziwa. W życiu występuje miłość, zdrada, śmierć, pożądanie, cierpienie, strata, nadzieja, poświęcenie i w tej poruszającej historii to wszystko było, połączone w nadzwyczajnie piękną całość. 
Janusz L Wiśniewski powiedział: „Witkiewicz intryguje i wzrusza. Napisała współczesną historię o ludzkiej dobroci. Po tej książce chce się natychmiast stać lepszym człowiekiem.”, a ja mogę jedynie podpisać się pod jego słowami, które nie mogłyby być bardziej trafne. 
Nie potrafię do końca powiedzieć, jakie uczucia towarzyszyły mi przy czytaniu, bo była to jedna wielka bomba uczuciowa. Na pewno wzruszenie, poczucie niesprawiedliwości, zaskoczenie, ale i poczucie nadziei, siły, dobra i chęć pomocy innym.
Uważam, że to książka idealna dla tych, co znają już swoje wartości, ale i dla tych, co jeszcze nie wiedzą, co w życiu jest dla nich ważne. Również, wręcz idealna dla osób, które mają przed sobą trudne decyzje - może właśnie "Pierwsza na liście" wskaże Wam drogę. 
„Nie bójcie się marzyć. Marzenia się spełniają. Wystarczy tylko zrobić pierwszy, najtrudniejszy krok. Potem być może trudny drugi i trzeci. Potem napotkacie ścianę. Ale skąd wiecie, że nie wystarczy jej popchnąć by runęła, i skąd wiecie, że tuż za nią nie spełni się Wasze marzenie?”
Przyznam, że przeżywałam w tym miesiącu mały kryzys czytelniczy połączony ze zwykłym leniem, ale i brakiem czasu. Trudno było mnie utrzymać dłużej przy czytaniu, czy choćby w ogóle do niego zachęcić i z tymi przeciwnościami poradziła sobie książka Pani Witkiewicz.
Nie mam pojęcia, co mnie podkusiło do zakupienia „Pierwszej na liście”, do tej pory raczej trzymałam się z dala od dzieł polskich autorów. Teraz rozumiem, jak wielki popełniłam błąd i jak wiele muszę nadrobić. Ta książka złamała ukryte we mnie stereotypy. Polskie książki mogą być równe dobre, jak zagraniczne. Nie mamy się czego wstydzić, polskim pisarzom niczego nie brakuje! 

♥♥♥♥♥
Och, ale dawno nie było recenzji, na moim blogu. Z wielką przyjemnością pisałam tę dzisiejszą i mam nadzieję, że takie kryzysy czytelnicze nie będą przychodziły często, a ja będę mogła pisać, jak najczęściej ^^
Oczywiście zachęcam w komentarzach do pozostawienia swojego zdania. Byłabym również niezmiernie wdzięczna za polecenie polskich książek, które zrobiły na Was ogromne wrażenie ☺

13♥ "Black ice" Becca Fitzpatrick

TYTUŁ: "Black ice"
AUTOR: Becca Fitzpatrick
ILOŚĆ STRON: 400
MOJA OCENA: 8,5/10

Britt chce przemierzyć łańcuch gór Teton. W tym celu, wraz z przyjaciółką Korbie, wybiera się do domku letniskowego Idlewilde. Nieoczekiwanie okazuje się, że towarzyszyć im będzie Calvin, brat Korbie, a jednocześnie eks-chłopak Britt, który boleśnie złamał jej serce. Dziewczyny mają dojechać do domku, gdzie chłopak już będzie na nie czekał. Niestety pogoda krzyżuje plany dziewczynom, które muszą się zatrzymać z powodu śnieżycy i znaleźć schronienie. Zatrzymują się w domku leśnym, gdzie gospodarzami jest dwóch przystojnych nieznajomych. Okazują się oni jednak zbiegami, a Britt staje się ich zakładniczką. Za zadanie ma wyprowadzenie ich z gór, ale czy to wystarczy by przeżyć, szczególnie gdy w okolicy grasuje morderca? 

Z Beccą i jej sagą "Szeptem" wiążę niezwykłe wspomnienia, więc gdy tylko usłyszałam o tej książce musiałam po nią sięgnąć. Trochę trwało zanim mi się to udało, ale czy było warto?

Britt wolała wybrać się w góry zamiast na Hawaje, gdzie mogłaby wylegiwać się na plaży. Przygotowywała się do wyprawy długi czas. Dużo trenowała, czytała wiele poradników, ale czy to wystarczy by o głodzie i w trudnych warunkach wędrować po górach ze zbiegami? Czy dziewczyna pożałuje swojej decyzji? 
„- Niech cię piekło pochłonie!
- Wybacz kochanie, ale już w nim jesteśmy.”
Pomysł na fabułę jest naprawdę dobry. Czytałam i coraz bardziej zagłębiałam się w historię oraz przerażające góry Teton. Już na początku Becca zaskakuje nas tożsamością jednego z porywaczy. Jak to możliwe, że to on? Zdradzać imienia nie mogę, bo na tym polega właśnie całe zaskoczenie. Autorka starała się jak najlepiej przedstawić wszystkie ważne szczegóły i nie zanudzić przy tym. Jak najbardziej jej się to udało. Miałam swój obraz w głowie, razem z Britt przemierzałam zaspy, razem z nią obmyślałam najlepszy plan, razem z nią starałam się rozgryźć: "Kto jest kim?", "Kto jest dobry, a kto zły?", "Komu można ufać?", "Jak przeżyć?". Becca starała się dawkować podpowiedzi, ale była ich wystarczająca ilość, abym się dość dużo domyśliła. Nie znaczy to, że nic mnie nie zaskoczyło. Właściwie to było dość dziwne uczucie, bo mimo że czegoś się domyślałam, to przeczytanie tego i tak wywoływało zaskoczenie. 

Britt była dość zwykłą, ale jednocześnie ciekawą postacią. Zawsze polegała na innych, oczekiwała, że inni będą nadstawiać dla niej własny kark. Jednak, gdy jest się zdanemu tylko na siebie, trzeba sobie radzić – i właśnie to przedstawione było w książce. Pokonywanie własnych słabości i walka o przetrwanie. Dziewczynie ciężko było rozgryźć, co naprawdę czuje do swojego eks, do którego miała ogromny żal, ale o którym wspomnienia trzymały ją przy życiu oraz nadzieja, że ją uratuje. Britt w górach przeszła pewną zmianę, poznawała siebie, nabierała doświadczenia oraz siły. Postacie płci męskiej również były niezwykle ciekawe, to właśnie w nich kryły się wszystkie tajemnice. 
„- Każdy musi mieć jakieś sekrety - oznajmił. - Dzięki nim jesteśmy podatni na ciosy.„
Jak już pisałam, Britt często wspominała związek z Calvinem, więc w książce mamy kilka ciekawych retrospekcji. Chcecie minusa? Dobra macie – Britt podczas swoich przemyśleń dość często się powtarzała. Mnie to szczególnie nie przeszkadzało, ale wiem, że niektórzy z Was dużo krytyczniej podchodzą do takich rzeczy. 
Największym zaskoczeniem były dla mnie emocje, które dopadły mnie pod koniec. Gardło miałam ściśnięte, a w klatce piersiowej dusiłam płacz. Przez większość książki towarzyszyła mi raczej ciekawość, czasem zdziwienie, ale wzruszenie … to uczucie mnie zdziwiło. 

Podsumowując, uważam, że Becca stworzyła naprawdę dobry thriller dla nastolatków. Na mnie książka wywarła bardzo dobre wrażenie, ale nie jestem pewna, czy starszy czytelnik mógłby powiedzieć to samo, po jej przeczytaniu. Mimo to polecam każdemu, aby choć spróbował zapoznać się z lekturą i zagłębić w niebezpieczną wyprawę po górach.

♥♥♥♥♥
Życzę Wam, Kochani,
aby te Święta Wielkanocne
wniosły do Waszych serc
wiosenną radość i świeżość,
pogodę ducha, spokój, ciepło i nadzieję 
oraz abyście spędzili je w rodzinnym gronie ☺





12♥ "Eleonora & Park" Raibow Rowell

TYTUŁ: "Eleonora & Park"
AUTOR: Raibow Rowell
ILOŚĆ STRON: 352
MOJA OCENA: 8/10

Eleonora to nowa dziewczyna w szkole. 
Park to jedyny Azjata w szkole. 
Eleonora wyróżnia się burzą rudych włosów i dziwnym stylem ubioru. 
Park to fan komiksów i superbohaterów.
Eleonora ukradkiem czyta komiksy Parka.

Dobra, stop! Widzę, że napisanie tak cudownego opisu, jaki znajduje się na okładce jest ponad moje siły, a ponieważ opis ten jest taki piękny, to dam Wam szanse przeczytać porządny wstęp do recenzji.


Eleonora… nie sposób jej nie zauważyć: rude włosy, dziwne ciuchy. Czyta mu przez ramię. Uważa Romea i Julię za bogate dzieciaki, które dostawały wszystko, co chciały. Najbardziej nie lubi weekendów, bo spędza je bez niego.
Park… Dobrze mu w czerni. Denerwuje się, gdy musi prowadzić samochód w obecności taty. Uwielbia imię Eleonory i nie skróciłby go ani o sylabę. Wie, która piosenka jej się spodoba, zanim ona zacznie jej słuchać. Śmieje się z jej dowcipów, zanim ona dotrze do puenty.
Oto tocząca się w ciągu jednego roku szkolnego opowieść o dwojgu szesnastolatkach urodzonych pod nieszczęśliwą gwiazdą – dość mądrych, by zdawać sobie sprawę, że pierwszej miłości prawie nigdy nie udaje się przetrwać, ale na tyle odważnych i zdesperowanych, by dać jej szansę.
„To była najmilsza rzecz jaką mogła sobie wyobrazić. To sprawiło, że chciała urodzić jego dzieci i oddać mu obie swoje nerki. „
Och, mogłam tak od razu. O wiele lepiej, aż przypomniało mi się, dlaczego tak bardzo czekałam na tę pozycję ☺ Czy było warto? 
Pierwsza strona, to tajemnica. Coś, czego nie zrozumiałam od razu. Pierwsza strona, to wstęp do historii o miłości. Pierwsza strona, to iskierka, która tylko czekała, aby zapłonąć. Pierwsza strona to przyszłość przesycona tęsknotą. Czym jest ta pierwsza strona oraz wszystkie inne, które zostały ukryte w tej skromnej, ale jakże cudownej okładce? 
Na kartkach tej książki została ukryta historia pierwszej miłości, rozkwitającej, jak kwiaty na wiosnę. Od początku do końca. Od ukradkowych spojrzeń, po nieśmiałe trzymanie za rękę, aż do pragnienia, tęsknoty i słów „kocham cię”. 
Styl, w jakim autorka napisała książkę, jest taki … inny. Nieco dziwny, ale piękny. Narracja niby trzecioosobowa, ale taka jakby Eleonora i Parki sami o sobie mówili w trzeciej osobie. Przynajmniej mnie tak się to skojarzyło. Poznajemy wszystko z perspektywy Parka i Eleonory, bo tak Rainbow podzieliła książkę. 
„-Powiedz coś.
-Nie wiem, co powiedzieć.
-Powiedz coś, żebym nie czuł się jak idiota.
-Nie czuj się jak idiota, Park.”
Jak już pisałam wcześniej, w środku zobaczymy, jak pierwsza miłość wkrada się do serc nastolatków. Jak zapuszcza swoje korzenie, kiełkuje i kwitnie. Byłam oczarowana, tym jak zostało to przedstawione. Czasem śmieszyła mnie początkowa nieśmiałość bohaterów lub ich nieistotne sprzeczki. Parskałam śmiechem częściej niż spodziewałam się sięgając po książkę. Było kilka naprawdę śmiesznych sytuacji, czy tekstów. Znalazłam tam typowe nastoletnie poczucie humoru, w które łatwo było mi się wczuć. Wszystko pięknie, ale czy na pewno? Miłość to nie lek unicestwiający zło na świecie. Eleonora ma problemy w domu, w którym mieszka z okrutnym ojczymem, matką oraz czwórką rodzeństwa. Nocne awantury, brak pieniędzy i Park, którego musi trzymać w sekrecie. Rodzice Parka bardzo się kochają, ale chłopak nie wie, co czują do niego, szczególnie wymagający ojciec. 
Czytałam w zaciekawieniu, jak spokojnie toczyło się, życie zakochanych, aż nagle BUM! Takie BUM, po którym nie wiadomo, co dalej. Takie nieduże BUM, które niszczy niewiele, ale wszystko, co najcenniejsze. BUM i kropka. 
„Przytrzymała tę jego piękną twarz i pocałowała go, jakby miał się skończyć świat”
A co z zakończeniem? Trudno powiedzieć, autorka zostawiła nas pośrodku gruzów, które wywołało BUM. Zostawiła nas, bohaterów i wile niedopowiedzeń. Dała nam pole do popisu, aby samemu zakończyć historię pierwszej miłości. 
Wielu z Was, przynajmniej z tych, którzy książkę mają już za sobą, na pewno jest zaskoczonych moją wysoką oceną, bo "Eleonora & Park" arcydziełem nie jest. Tak, przyznaję to. Ale dziś odrzucam obiektywne ocenianie i osądzam ją tak, jak ją widzę – oczami nastolatki, która nie wie jeszcze, co to znaczy być zakochaną oraz pragnie wierzyć, że na tym świecie liczy się coś więcej niż wygląd i pieniądze. Nie będę pisać, że książkę polecam wszystkim. Myślę, że tu sami musicie zadać sobie pytanie, czy "Eleonora & Park" ma szanse trafić w Wasz gust, bo nie jest to pozycja dla każdego. Ostrzegam jednak, abyście nie nastawiali się na to, że książka okaże się 8 cudem świata, który Was powali, bo niestety ja troszkę tak zrobiłam i pod tym względem nieco się zawiodłam.
„Eleonora miała rację - nigdy nie wyglądała ładnie. Wyglądała jak dzieło sztuki, a sztuka nie może być po prostu ładna; sztuka ma wywoływać emocje.”

10♥ "Zac & Mia" A. J. Betts

TYTUŁ: "Zac & Mia"
AUTOR: A. J. Betts
ILOŚĆ STRON: 320
MOJA OCENA: 7,5/10

Co robi siedemnastoletni chłopak w wolnym czasie? Gra w piłkę, jeździ na desce, siedzi na komputerze, jeździ na rowerze, spotyka się z kolegami, umawia z dziewczyną. Tak, to na pewno, ale co jeśli nie może? Co jeśli zamknięty jest w czterech ścianach, a wyjście spoza nich może oznaczać śmierć? Zac leży miesiąc w szpitalnej izolatce, odcięty od tych wszystkich przywilejów nastolatków. W wolnym czasie użera się z mamą, gra w scrabble, rozwiązuje krzyżówki, gra w COD i … sprawdza statystyki, ale to jego tajemnica, o której nie może powiedzieć mamie. Tak wygląda świat Zaca, który od kilku miesięcy żyje ze świadomością swojej choroby … świadomością, że ma raka … białaczkę … chorobę śmiertelną … 
Pewnego dnia do pokoju za ścianą wprowadza się nowy pacjent. Pacjent, który nie okazuje się kolejnym chorym staruszkiem, ale dziewczyną w wieku Zaca. 
„-Nie powinno być tak cicho. (…) Chodzi mi o raka. To słowo na "c", cancer. Rak niesie takie spustoszenie, że powinien wjeżdżać do ciała na syrenie z błyskającymi światłami. Nie powinno się mu pozwolić wśliznąć po cichu i zalęgnąć w mózgu, żeby się krył między wspomnieniami.”
Pierwsza strona, pierwszy rozdział, a książka zdążyła pochłonąć mnie w całości. Zaczynamy od Zaca, który nie wie, co będzie jutro, ale jest pełen nadziei, że przeszczep się udał i procenty ze statystyk zapewnią mu bezpieczeństwo. Uśmiecha się trochę dlatego, że taki po prostu jest Zac, a trochę dla tego, że tego wszyscy od niego oczekują. Jego spokój zostaje nagle zaburzony przez krzyki i piosenkę Gagi, która przebija się przez 6 cm ścianę. Tak właśnie poznajemy Mię, czyli nieco zbuntowaną dziewczynę, która wcale nie jest zła, tylko zagubiona. Sporadyczne wyzwiska i przekleństwa świadczą o tym, że dziewczynie zawalił się właśnie świat i nie umie sobie z tym poradzić. Obojgu brakuje towarzystwa i zrozumienia, więc nawiązują między sobą kontakt. 

Obie postacie są bardzo interesujące i tak autentyczne … wręcz do bólu prawdziwe. Przyznam jednak, że to Mia mnie bardziej intrygowała. Była nieco nieprzewidywalna, raz potulna jak baranek, a innym razem ostra jak brzytwa. Wprowadzała nieco zamieszania. Trwała na przekór chorobie, której nienawidziła każdą zdrową cząstką siebie. Dziewczyna czasem mnie jednak irytowała, gdyż zachowywała się jakby to ona była tylko chora na tym wielkim świece, ale winić jej za to nie mogę. W późniejszym etapie książki, poznajemy Mię bliżej i wtedy zaczyna łączyć mnie z nią pewna więź. Nie mam prawa pisać, że wiem co czuła, ale miałam wrażenie, że myślimy podobnie. Mia w pewnym momencie została postawiona przed faktem dokonanym, który będzie miał wpływ na całe jej życie i pałała nienawiścią do całego świata, chciała uciekać jak najdalej, schować się w kąt, przestać istnieć. Rozumiem … tak jakby. 
Książka zaskoczyła mnie pod względem miejsca, gdzie działa się akcja. Spodziewałam się, że wszystko będzie działo się w szpitalu, a tu takie zaskoczenie. 
„(...)czym jest odwaga.To jest zostanie na miejscu mimo,że chcesz uciekać.To zaparcie się i obrócenie na wprost tego,co cię przeraża(...).To otwarcie oczu i wpatrywanie się w ten strach tak długo,aż to on nie wytrzyma i odwróci wzrok.”
„Zac & Mia” pokazały mi z jakimi absurdalnymi problemami mamy do czynienia, a uważamy je za koniec świata. Pryszcz, rozdwojone końcówki, czy 5 kilo za dużo nagle traci jakiekolwiek znaczenie, kiedy mówi się o chorobie i śmierci. Choroba zmienia wszystko. Samych chorych, ludzi wokół nich, ale i świat, który niby pozostaje taki sam jak wcześniej, ale dla nich wydaje się być czymś obcym i inaczej postrzeganym. Zmienia się wszystko. 
„Teraz potrzebny jest mi plan D. D jak desperacja. D jak Do albo Die.”
Skłamałabym, gdybym napisała, że nie mogłam opanować napadu łez, ale gdybym napisała, że wyszłam z niej bez żadnego uszczerbku emocjonalnego, to skłamałabym jeszcze bardziej. 
„Zac i Mia” to lektura dużo prawdziwsza niż „Gwiazd naszych wina”. Ukazująca prawdzie emocje i wywrócony świat osób chorych. Raz masz nadzieję, potem ją tracisz. Raz żyjesz pełnią życia, a innym razem umierasz. Raz się śmiejesz, a kiedy indziej płaczesz. Nie wiem, czy samo „Polecam!” w tym wypadku wystarczy. Tu chyba potrzebne jest: „Polecam! Spróbuj spojrzeć na świat inaczej.”. 

Kurcze, prawie zapomniałabym wspomnieć, że „Zac & Mia” nie jest tylko wzruszającą historią o chorych, młodych ludziach, ale przede wszystkim chorych, młodych ludziach, którzy pragną być normalni, więc porcji dobrego humorku tu nie zabraknie :)

9♥ "Niezgodna" Veronica Roth

TYTUŁ: "Niezgodna"
AUTOR: Veronica Roth
ILOŚĆ STRON: 352
MOJA OCENA: 8/10

Przez całe nasze życie poznajmy tajemnice świata i siebie. Po kolei odkrywamy, kim jesteśmy i jacy są inni. 
Altruizm (bezinteresowność), Nieustraszoność (odwaga), Erudycja (inteligencja), Prawość (uczciwość), Serdeczność (życzliwość) to pięć frakcji, na które podzielone jest społeczeństwo zbudowane na ruinach Chicago. Każdy szesnastolatek przechodzi test predyspozycji, a potem w krwawej ceremonii musi wybrać frakcję. Ten, kto nie pasuje do żadnej, zostaje uznany za bezfrakcyjnego i wykluczony. 
Szesnastoletnia Beatrice dokonuje wyboru, który zaskoczy wszystkich, nawet ją samą. Porzuca Altruizm i swoją rodzinę, by jako Tris stać się twardą, niebezpieczną Nieustraszoną. Będzie musiała przejść brutalne szkolenie, zmierzyć się ze swoimi najgłębszymi lękami, nauczyć się ufać innym nowicjuszom i przekonać się, czy w nowym życiu, jakie wybrała, jest miejsce na miłość.
Tymczasem wybucha krwawa walka między frakcjami. A Tris ma tajemnicę, której musi strzec przed wszystkimi, bo wie, że jej odkrycie oznacza dla niej śmierć.
[Wydawnictwo Amber] 

Zanim przejdę, do recenzji muszę Was przeprosić. Zawsze staram się opis książki pisać własny, by przedstawić ją tak, jak ja ją widziałam. Tym razem jednak, zdecydowałam się na zapożyczenie go od wydawnictwa. Dlaczego? Abyście lepiej zrozumieli. Obawiałam się, że moje sklecone zdania mogą nie do końca rozjaśnić Wam, na czym polega podział na frakcje. Bałam się, że cokolwiek bym nie napisała, to źle odwzoruję jej zawartość, więc przepraszam. Skoro to już sobie wyjaśniliśmy, to zapraszam, do części recenzji, z której każde słowo wypłynęło ze mnie. 
„Czasem to nie podjęcie walki świadczy o odwadze, ale stawienie czoła nieuchronnej śmierci.”
Przyznam, że pomysł autorki na fabułę, był bardzo dobry, choć jedna rzecz nie dawała mi spokoju. Dlaczego nie można być bezinteresownym i uczciwym jednocześnie lub odważnym i inteligentnym lub nawet bezinteresownym, odważnym, inteligentnym, uczciwym, a zarazem życzliwym? Dlaczego jedna cech wyklucza inne? Ludzie kryją w sobie wiele cech, a w książce są ograniczeni. Tylko Niezgodni mogą być inni, jakby wyjątkowi. 
„Czasem płacz albo śmiech to jedyna, co pozostało, a teraz śmiech wydaje się lepszy.”
Na samym początku napisałam „Przez całe nasze życie poznajmy tajemnice świata i siebie. Po kolei odkrywamy, kim jesteśmy i jacy są inni.”, co odnosi się do Tris, ogólnie książki, ale i mnie samej. Dlaczego? Bo "Niezgodna" mi coś pokazała. Wyzwoliła we mnie pewne uczucie, którego się nie spodziewałam. W sumie nawet nie miałam pojęcia, że jakakolwiek lektura jest do tego zdolna. Ta książka przepełniła mnie energią, naładowała adrenaliną! KSIĄŻKA!!! Czytałam i miałam ochotę skakać z okna, wspinać się na dach, czy skoczyć z samolotu. I gdyby nie pozostałości zdrowego rozsądku lub pewnych ograniczeń (bo niby skąd miałam wziąć tak nagle samolot?), to byłabym gotowa to zrobić. Postanowiłam się jednak ograniczyć, do czekania na nadchodzący WF i pozwolenia sobie właśnie na nim się wyładować. Przede wszystkim, dzięki temu uczuciu, którym zostałam obdarowana daję jej tak wysokie noty, choć nie tylko.
Tak, jak ja się odkrywałam, odkrywała się również Tris. Dziewczyna, która nie sądziła, że będzie w stanie czerpać przyjemność z niebezpieczeństwa, a jednak... Jednak, wiatr w rozpuszczonych włosach, wolność i wysokość dawały jej szczęście. Pozwalały, żyć pełniej, choć strach istnieje, a niebezpieczeństwo się zbliża...
„Wiem, dlaczego ojciec mówił, że Nieustraszeni to banda wariatów. Nie mógł, nie potrafił zrozumieć tego rodzaju koleżeństwa, które powstaje tylko wtedy, gdy ludzie razem ryzykują życie.”
Co tak naprawdę myślę o "Niezgodnej"? To naprawdę dobra książka, w której jest wiele ciekawych momentów. Na kolana tak totalnie mnie nie powaliła. To chyba wina za szybkiego zakończenia, do którego tak troszkę mogłabym się przyczepić. Jednak za to, co we mnie wywołała oraz za samą dość ciekawą zawartość, można powiedzieć, że powaliła mnie choć na jedno kolano. Na pewno sięgnę po kolejną część, aby poznać dalsze losy naszych bohaterów, a może autorka po raz kolejny pozwoli mi poczuć mocne łomotanie w klatce piersiowej od przepełniającej mnie energii, a wręcz adrenalinie? 

♥♥♥♥♥♥
Jeśli, ktoś z Was czytał "Niezgodną", to może mi w komentarzu napisać, co o niej sądzi, bo z tego, co wiem, to opinie są podzielone.

5♥ "Zaczekaj na mnie" J. Lynn

TYTUŁ: "Zaczekaj na mnie"
AUTOR: J.Lynn (Jennifer L. Armentrout)
LICZBA STRON: 304
MOJA OCENA: 7/10

Przeszłość nas kształtuje, sprawia, że dziś jesteśmy tym, kim jesteśmy...
Avery chce uciec jak najdalej od rodzinnego miasta, które było dla niej jak osobiste piekło, pełne upokorzeń i braku zrozumienia najbliższych. Przede wszystkim chciała uciec od koszmaru sprzed 5 lat, który nie pozwalał jej żyć. Wyjeżdża do college'u na drugim końcu kraju, byle jak najdalej od tego całego syfu. Jej pierwszy dzień zdaje jej się być dość pechowym, gdyż spóźniona na pierwsze zajęcia wpada na cudo tego świata, czyli najprzystojniejszego chłopaka z całego kampusu, Camerona. Cam początkowo wydaje się strasznym podrywaczem o przesadnej pewności siebie, ale w końcu zdobywa sympatię Avery. 
„Nic nie cementuje związku bardziej niż żółw maszerujący przez kuchnię.„ 
To jak opisałam wam tą książkę to zaledwie namiastka tego, co tak naprawdę kryje się na jej kartkach. Avery ma swoją tajemnicę, którą postanowiła zostawić w Teksasie przed wyjazdem, ale czy się da? Czy da się żyj, jak gdyby nigdy nic, gdy towarzyszy nam strach, a ktoś prześladuje nas obraźliwymi wiadomościami? Pozostaje udawanie, że wszystko jest okej i życie nie obdarowało jej traumą na wieki. Wraz z pojawieniem się Cama istnieje szansa na nowy początek i uporanie się z przeszłością, by nie niszczyć teraźniejszości. 


Autorka właściwie, już na pierwszych stronach zdradza sekret dziewczyny, co na samym początku uznałam za duży minus książki, gdyż osobiście lubię być zaskakiwana. Zaczęłam zmieniać zgadnie, gdy zauważyłam, że powoli zagłębia nas w pewne szczegóły. 


Uwielbiałam relacje łączącą głównych bohaterów. To jak Avery początkowo odpychała Cama, a w końcu zaczynała mu ufać, to jak bardzo się obawiała zakochać nie zdając sobie sprawy, że już dawno to zrobiła. Uwielbiałam ich przekomiczne dialogi i niedzielne śniadania (więcej o nich dowiecie się sięgając po książkę). Tyle, że nierozwiązane sprawy w końcu się odzywają i próbują rujnować szczęście budowane na gruzach przeszłości. Niejednokrotnie chciałam krzyknąć: „Avery zaufaj mu tak, jak on to zrobił! On cie kocha! Powiedz mu wreszcie i nie kłam!”, choć rozumiałam jej postępowanie. 
„Zawsze była tylko ona. Cisza. Tylko to znałam. Bądź cicho. Udawaj, że nic się nie stało, że wszystko w porządku. I patrz, wszystko pięknie się układa.”
„Zaczekaj na mnie” to książka z humorem, ale dostosowanym do całej sprawy. Znajdujemy w niej pełno miłości, tak autentycznej, że nasze serca biją mocniej. Znajdujemy również wątek erotyczny, którego nie było za dużo, więc książka nie zraża do siebie. Nie brakuje tam prawdziwych przyjaciół, których raz chce się udusić, a innym razem wyściskać (ja byłam raczej za duszeniem, bo nie wiem dlaczego, ale nie przepadałam za postaciami drugoplanowymi). 
Każdy z nas ma pewne wyobrażenia szczęśliwego domu i rodziny, a J.Lynn postanowiła pokazać nam, jak różne mogą być wyznawane w nich wartości. Jedna jest ciepła pełna miłości, bliskości i zaufania, a druga taka pusta, dla której liczą się pieniądze i opinie innych. 


Ogólnie książka pobudza do refleksji, co do zaufania i prawdy. Czy ukrywanie prawdy jest kłamstwem? Czy zatajanie pewnych faktów świadczy o braku zaufania? Czy przeszłość może zniszczyć teraźniejszość? Tak wiele pytań budzi się przy czytaniu... 

Mimo tych wielu pozytywnych rzeczy w książce, potrafię napisać o niej jedynie, że miło się ją czyta i jest idealna na niedzielne popołudnie. Czasem potrafiła mną wstrząsnąć, ale raczej nie na długo.
Nie jest to kolejna powieść o szesnastolatkach, tylko o młodych dorosłych, a ta odmienność jest bardzo dużym plusem, więc częściej będę musiała sięgać po New Adult.

4♥ "Bądź swoją siłą przez 365 dni roku" Demi Lovato

TYTUŁ: "Bądź swoją siłą przez 365 dni roku"
AUTOR: Demi Lovato
MOJA OCENA: 8/10

Szczęścia nie da się wyuczyć, trzeba je odnaleźć w sobie. Nie wystarczy jedna myśl „Od teraz koniec, będę szczęśliwa”. Szczęście to proces w którym uczymy się kochać siebie, to co mamy, jacy jesteśmy, ale i kochać innych i życie. Szczęście rodzi się, gdy potrafimy przebaczać, pomagać i współczuć. Ten długi proces zawiera uwierzenie w siebie i dążenie do spełnienia marzeń. Właśnie tego pragnie Demi Lovato, aby każdy z nas był szczęśliwy w ten sposób. Gwiazda sama miała ciężki okres w życiu. Zaburzenie odżywiania, załamanie nerwowe, narkotyki, czy samookaleczenie. Wie, co znaczy być na dnie i jak to jest czuć nienawiść do samej siebie. Udało jej się odbić i uporać z problemami. Teraz stara się pomagać innym, by czuli wsparcie. Udziela się charytatywnie, bierze udział w kampaniach i oczywiście napisała książkę, o której dziś mowa. 
"Czasami łzy są nam potrzebne, byśmy mogli doświadczyć prawdziwej radości."
„Bądź swoją siłą przez 365 dni roku” to nie książka na 3 dni, jeśli naprawdę ma coś zmienić w naszym życiu i pomóc nam zrozumieć, jak łatwiej żyć. Powinno się ją przemierzać dzień po dniu, przez 365 dni. Książka podzielona jest na miesiące i dni. Każdy dzień jest na jednej stronie, na której znajduje się cytat lub jakaś myśl, krótka notatka od Demi o własnych przemyśleniach lub przeżyciach oraz cel dla nas. Przeczytanie całości za jednym razem nie ma większego sensu, gdyż nic z tego nie wyniesiemy, a jest co. Każdy opisany dzień jest wyjątkowy, wyczuwasz w nich wsparcie od autorki oraz pewnego rodzaju motywacje. Niektóre wzruszały, dawały niezłego kopniaka i od razu stawały się twoimi ulubieńcami. Inne zawierały mądrości nad którymi trzeba było posiedzieć i pomyśleć, by zrozumieć. Są też takie dni, kiedy nie zgadzasz się z gwiazdą i to też jest okej. Demi nie karci nas, nie daje nam nauk. Otrzymujemy od niej życiowe rady o miłości, szacunku i wdzięczności. Stoi za nami murem, jak wierna przyjaciółka. 
"Nie pozwól nikomu wmówić ci, że nie zdołasz spełnić swoich marzeń, bo jeśli sama w siebie nie uwierzysz, nikt inny też nie uwierzy."
Książka nie jest tylko dla Lovatics, ale dla każdego, kto przeżywa w swoim życiu trudny okres lub po prostu brakuje mu „tego czegoś”. 
Główna myśl tej książki to „STAYING STRONG”, a my nie mamy innego wyjścia, jak tak właśnie zrobić.
Osobiście miałam swój własny sposób na tą książkę, którą potraktowałam jak pamiętnik. Gdy był dzień, kiedy miałam własne przemyślenia lub doświadczenia, z którymi ja chciałam się podzielić lub wyrzucić z siebie, to pisałam je na samoprzylepnych karteczkach i umieszczałam w środku. Tak chciałam lepiej zrozumieć Demi oraz samą siebie. 
Tak, „Bądź swoją siłą przez 365 dni roku” daje do myślenia i inspiruje. Delikatna okładka również jest na plus. Tak naprawdę to jeszcze nie skończyłam czytać, choć jestem blisko, ale to nie jest książka, jak wszystkie inne. Poczułam, że znam już Demi i jej książkę na tyle, by spokojnie móc podzielić się z wami moją opinią.
Czy zmieniła coś w moim życiu? Nie wiem, czy to zasługa książki, czy jednak przyszedł czas na radość, ale odkąd zaczęłam czytać, czuję więcej optymizmu, wyrozumiałości oraz ogólnego szczęścia. Staram się znaleźć coś, co czyni mnie wyjątkową i pogodzić się, że nie jestem idealna i mam swoje wady, jak każdy człowiek.
"Zmieniasz myśli, zmieniasz życie."

3♥ "Papierowe miasta" John Green

TYTUŁ: "Papierowe miasta"
AUTOR: John Green
ILOŚĆ STRON: 400
MOJA OCENA: 8/10

Quentin Jacobsen wie, jak to jest pragnąć kogoś nieosiągalnego. Codziennie na szkolnych korytarzach podziwia zbuntowaną Margo Roth Spiegelman. Kiedyś się przyjaźnili i przeżyli wspólną przygodę, teraz byli dla siebie zaledwie sąsiadami. Dlatego, bardzo dziwi chłopaka, gdy ta pojawia się pod jego oknem, z przygodą wymalowaną na twarzy. Niedługo potem ucieka i to Q wybrała na swojego wybawiciela. Dla zakochanego chłopaka misią staje się odnalezienie jej żywej.


„Ludzie tworzą miejsca, a miejsce tworzy ludzi.”
W powieści spotykamy niezwykłe postacie jak sam Quentin, Margo, ale i ich przyjaciół – Bena, Radara i Lacey. Autor nie zna rzeczy niemożliwych i nie widzi ograniczeń. Każda bohater został wykreowany niesamowicie i każdy różni się od siebie o 180o, a mimo to są ze sobą połączeni. W książkach są postacie, które się lubi, ale i które ciążą nam, gdy czytamy. Czym różną się „Papierowe miasta”? Tu pokochałam każdego. Kochałam Q, że pokazał jak wielka może być miłość i ile można dla niej zrobić, choćby wbrew sobie. Kochałam Margo za jej pomysłowość i za udowodnienie, że można różnić się i wystawać spoza tłum ludzi. Kochałam Bena z jego powalające poczucie humoru oraz za Krwawego Bena; Radara również za humor i kolekcję czarnych Mikołaji; Lacey za jej niewinność, szczerość i troskę. Uwielbiałam przyjaźń chłopaków, która nie była idealna, ale godna pozazdroszczenia. 
„Rozmawianie z pijaną osobą było jak rozmawianie z niezwykle szczęśliwym trzylatkiem dotkniętym poważnym uszkodzeniem mózgu.”
Początek książki jest dość dynamiczny, ale bez przesady, później całość zaczyna się rozciągać. Obszerną część książki zajmuje szukanie Margo i jej wskazówek. Sama nie wiem, co myślę o tej części, dlatego trudno mi było ją ocenić Z jednej strony uważam, że można by było to jakoś skrócić, a z drugiej, że autor po prostu daje nam czas na przemyślenia. Koniec książki zdziwił mnie, nie tego się spodziewałam. Nie zawiodłam się, ale dziwnie zaskoczyłam. Trudno powiedzieć, co czułam. Chciałam zrozumieć, choć rozumiałam. Widocznie nie chodziło o zrozumienie z mojej strony, tylko o pogodzenie się z tym dziwnym końcem. Po zamknięciu „Papierowych miast” poszłam do kuchni i nagle do łez doprowadziło mnie kiwi, które było jeszcze za twarde, aby je zjeść. Zaskoczę was. To nie kiwi jest sprawcą, że do oczu napłynęły łzy. To wina Greena. 
„Każdy z nas zaczyna życie jako wodoszczelny okręt. Ale potem przydarzają się nam różne rzeczy - ludzie nas opuszczają albo nas nie kochają, albo nas nie rozumieją, albo my ich nie rozumiemy, więc tracimy, przegrywamy i ranimy się wzajemnie. I okręt zaczyna miejscami pękać. No, a kiedy okręt pęka, koniec staje się nieunikniony.”
Piszę tą recenzję i uświadamiam sobie, że chyba już zawsze będę podziwiać Johna Greena. Dlaczego? To geniusz. To trzecia jego książka, którą przeczytałam i przy każdej myślałam jakim genialnym trzeba być człowiekiem, aby napisać coś tak oryginalnego, zdumiewającego i pełnego tak zaskakujących przemyśleń. Autor w „Papierowych miastach” mówi o odejściu, jak to jest zakończyć coś i po prostu odejść, jak to jest zostawić wszystko za sobą. Ale ukazuje przed nami również, że ludzie nie zawsze są tacy, jakich sobie wyobrażamy. Cała historia jest tak bardzo różna od innych, że warto sprawdzić, czy akurat tobie się spodoba. 
„Jakże łatwo można dać się zwieść, wierząc, że człowiek jest czymś więcej niż tylko człowiekiem.”
♥♥♥♥♥
Wielu z Was zapewne wie o nadchodzącej ekranizacji "Papierowych miast"

1♥ "Szukając Alaski" John Green


TYTUŁ: "Szukając Alaski"
AUTOR: John Green
ILOŚĆ STRON: 317
MOJE OCENA: 8,5/10

Uważa, że jego życie to totalna nuda. Nie ma przyjaciół, w szkole jest cichą myszką. Inspiruje się ostatnimi słowami sławnych ludzi i nade wszystko pragnie przeżyć swoje Wielkie Być Może. Taki właśnie jest Miles Halter. Wie, że zmiana gdzieś na niego czeka, ale nie tu. Chłopak trafia do szkoły z internatem, gdzie znajduje przyjaciół i próbuje nowych rzeczy. Przede wszystkim poznaje tytułową Alaskę. Dziewczyna spodobała mu się od samego początku, ale równie mocno go intrygowała, niejednokrotnie bardzo zaskakiwała. Raz była przyjacielska, a innym razem chamsa. Miała swoje tajemnice, które wprowadzały czasem nieco zamieszania.
„Wszyscy palicie dla przyjemności. Ja palę po to, aby umrzeć.„
Green podzielił książkę na „przed” i „po”. Od początku tej książki zastanawiałam się, dlaczego akurat „Szukając Alaski”. Czułam, że w tytule ukryty jest głębszy sens, a nie tylko imię dziewczyny, w której zadłużył się Miles. Moje główkowania i hipotezy runęły w gruzach w przełomowym momencie. Autor zrobił coś niespodziewanego. Mnie było trudniej w to uwierzyć niż samym bohaterom.
Książka nie przedstawia sztucznych, świętych nastolatków, bo kto z nas nie chciał spróbować alkoholu, zapalić, czy zrobić kawału nauczycielowi? Ujęły mnie bardzo mądre dialogi, których często autorem był Miles z Alaską. Zbuntowane nastolatki również mają uczucia, problemy i własne przemyślenia. Cała historia jest pełna humoru, nawet gdy świat przyjaciół wystawiony jest na próbę przetrwania. 
„Tak wielu z nas musiało żyć z tym, co zrobili, bądź z tym, czego nigdy nie zrobili. Z tym, co się nie udało, z tym, co w danej chwili wydawało się właściwe, ponieważ nie potrafiliśmy przewidzieć przyszłości. Gdybyśmy tylko potrafili dostrzec niekończący się ciąg konsekwencji naszych najmniejszych czynów. Jednak nie możemy wiedzieć więcej - do czasu, aż taka wiedza stanie się bezużyteczna.„
Każda postać w książce jest niezwykle interesująca i barwna. Wszyscy mają za sobą jakieś większe przeżycia, które pozwalają podejść nam do bohaterów, jak do swoich rówieśników, a dzięki temu zżywamy się z nimi.
Moim skromnym zdaniem, zagubił się nieco wątek Wielkiego Być Może, choć nie popsuło to wrażenia wywoływanego przez książkę. Całość niezwykle ciekawa. Choć by nawet to, dlaczego Alaska to akurat Alaska. Trzeba przyznać, że to dość niespotykane imię. Czyta się ją niezwykle miło i szybko. Miałam wrażenie, że dopiero zaczęłam czytać, a już zbliżałam się ku nieuniknionemu końcowi. Green nie zdradził nam całości, pozwolił nam snuć własne podejrzenia i zakończenie. 

Wielu dorosłych uważa, że my młodzi ludzie nie mamy problemów lub, że nie są one tak istotne. Takie osoby nawet nie wiedzą w jakim są błędzie. Ta książka jest nie tylko dla nastolatków, ale i dorosłych, szczególnie z tym płytkim myśleniem. Czytałaś/-eś „Gwiazd naszych wina” i boisz się, ze zawiedziesz się na twórczości tego autora? Nie musisz, spokojnie możesz pójść do biblioteki lub księgarni po tą książkę, twoje obawy są niepotrzebne :)
„I jak ja wyjdę z tego labiryntu”
♥♥♥♥♥
Mam nadzieję, że moja pierwsza recenzja Was nie odstraszyła i jeszcze tu wrócicie :)


Bądź tu teraz © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka