60♥ "Prawo Mojżesza" Amy Harmon

TYTUŁ: "Prawo Mojżesza"
AUTOR: Amy Harmon
ILOŚĆ STRON:
360
WYDAWNICTWO: Editio
MOJA OCENA: 6/10

Los. Najpierw daje, później zabiera. Albo zabiera zanim w ogóle coś da. A życie...? Szuka, znajduje, uderza, łamie. A ty pękasz, bo dostajesz mocniej niż jesteś w stanie znieść. 
Mojżesz rozpadł się jako niemowlak, porzucony w koszu na pranie. Nie kochany i niechciany. Bliski śmierci. Dziecko cracku. Chłopak z problemami. Problem sam w sobie. Osobliwy, cichy, tajemniczy, dla wielu niebezpieczny. Ale nie dla Georgi – młodej, energicznej kowbojki. Mojżesz intryguje ją od samego początku, a dziewczyna wbrew wszystkiemu pragnie go rozgryźć oraz poznać jego sekrety. Jednak próba sklejenia chłopaka może złamać ją samą. Los zabiera, życie łamie, a miłość...? 

„W każdej opowieści najtrudniejsze są pierwsze słowa.
[…]
Jeśli powiem ci z góry, na samym początku, że go straciłam, łatwiej będzie ci to znieść. Będziesz wiedzieć, że do tego dojdzie, i będziesz cierpieć. Poczujesz ból w klatce piersiowej i wszystko będzie się tobie skręcać z niepokoju. Ale będziesz o tym wiedzieć i się do tego przygotujesz. To mój dar dla ciebie. Ja nie miałam tyle szczęścia. Nie byłam na to przygotowana.”
Autorce nie wiele było trzeba, by wciągnąć czytelnika w swoją opowieść i zachęcić do czytania historii, którą stworzyła. Już sam Prolog okazuje się skokiem w głęboką wodę – emanuje niezwykłą emocjonalnością, zdaje się być zapowiedzią historii, która wraz z kolejnymi rozdziałami będzie pustoszyć serce czytelnika, niszcząc jego pancerz. Głęboki i szczery wstęp, w którym główna bohaterka bezpośrednio zwraca się do odbiorcy, odsłaniając przed nim swoje uczucia, dzieląc się bólem oraz wątpliwościami, to niemal jasny sygnał, że książka ta, to strzał w dziesiątkę, że autorka ma dobry plan, na to jak poprowadzić swoją opowieść. Do tego dochodzą magiczne słowa, które trafiają głębiej oraz wyrażają więcej i są jednocześnie dodatkowym sygnałem mówiącym, iż Amy Harmon, nie będzie się z nami pieścić, tylko uderzy z grubej rury, zapewni chwile pełne wrażeń – takie, przez które nagle wszystko straci sens, kolory i znaczenie, takie, po których nie będziemy wiedzieć, co ze sobą zrobić. Ten szczery Prolog daje nadzieję, że „Prawo Mojżesza”, to powieść niezapomniana, więc moje rozczarowanie było niemałe, gdy to wszystko okazało się kłamstwem, a sam wstęp jedynie pokazówką, zachęcającą do zapoznania się z całą historią o Georgi i Mojżeszu. Reszta rozdziałów wydaje się jakby z innej książki, pisana przez kogoś innego, niedorastająca do kostek krótkiemu Prologowi. 
„Boisz się prawdy, Georgio. A ludzie, którzy boją się prawdy, nigdy jej nie odkrywają.”
Jak wspominałam wyżej, oczekiwałam głębokiej historii o trudnej miłości i choć być może „Prawo Mojżesza” o tym mówi, to nie w tak szczery oraz intensywny sposób, jak można by się spodziewać. Początkowa część opowieści została pozbawiona jakiejkolwiek spójności. Losy bohaterów nie kleiły się, rozdziały były zbyt krótkie, wydarzenia opisane jedynie powierzchownie, a to tworzyło niepotrzebne luki, przez co czytelnik nie potrafi całym sobą oddać się lekturze, co powadzi do utrudnienia nawiązania więzi z głównymi bohaterami. Harmon bardzo starannie podeszła do stworzenia głównych bohaterów, tak by nadać im cechy wyjątkowe, wykreować postacie wyraziste i autentyczne. I być może jej się to udało, ukształtowała dwa specyficzne charaktery – dziewczynę o lekkim podejściu do życia, która pragnie chwytać dzień, strach i niepewność pozostawić za sobą i iść do przodu z głową pełną marzeń. Stworzyła Georgię, zakochaną w koniach, z pozoru twardą, jednakże przede wszystkim naiwną nastolatkę. Oraz Mojżesza. Chłopaka z problemami – egzotycznego i urodziwego. Tajemniczego, fascynującego, jednak budzącego lęk młodego mężczyznę z pasją do malowania. I to właśnie zamiłowanie Mojżesza do tworzenia obrazów odgrywa w powieści dość istotną rolę. Stanowi podstawę wątku, który z ogromną chęcią wykreśliłabym za pomocą markera ze swojego egzemplarza powieści. Ale cóż... nie wiele by wtedy zostało z całej historii. Niestety, autorka zdecydowała się na zabieg, który stanowi główny powód, dlaczego jej powieść jest dla mnie tak bardzo przeciętna. Nie jestem w stanie zaakceptować wprowadzenia elementów paranormalnych do książki, która miała być tak szczerym i autentycznym obrazem skomplikowanego uczucia. Obecność duchów to wszystko zniszczyła, a powieść automatycznie straciła wiarygodności. Czytelnik wręcz może poczuć się, jak podczas czytania taniego Paranormal romance dla nastolatek. Może dodaje to oryginalności, ale właśnie ta nieszablonowość sprawia, że „Prawo Mojżesza” nie trafi do każdego. Do mnie niestety ta książka nie trafiła. 
„Ale obrazy Mojżesza takie właśnie były: wspaniałe i straszne. Wspaniałe, gdyż wskrzeszały wspomnienia, a straszne – z tego samego powodu. Czas przytłumia wspomnienia, łagodzi ostre krawędzie śmierci, lecz obrazy Mojżesza emanowały życiem i przypominały nam o naszej stracie.” 
„Książka o „przed” i „po”, o zaczynaniu od nowa i o wieczności. Historia pełna skaz i pęknięć, szaleństw i dziur. Przede wszystkim historia o miłości” - właśnie takie słowa można odnaleźć w książce i niezaprzeczalnie, jest to powieść o miłości, a nawet o nowym początku, ale to nie na taką miłość i nie na taki początek osobiście liczyłam. Zaliczyłam zawód, bo niezaprzeczalne jest również, że opowieść Amy Harmon jest pełna skaz, pęknięć, szaleństw i dziur – za dużo luk, aby ulepić z tego zgrabną i wartościową powieść. Nie jestem w stanie polecić historii Mojżesza i Georgii, jednak mimo wszystko mam nadzieję, że moja opinia zaciekawiła Was na tyle, że jednak postanowicie przekonać się na własnej skórze, ile jest ona warta☺

Za możliwość przeczytania, dziękuję Wydawnictwu Editio

♥♥♥♥♥
Oj tak, dobrze widzicie, na tym blogu pojawił się właśnie nowy wpis. Jesteście zaskoczeni? Sama jestem w szoku, że właśnie napisałam jakąś recenzję. Nie było łatwo, chyba straciłam wprawę, ale udało mi się sklecić kilka zdań, choć trochę mi to zajęło. Jak w ogóle to się stało, że coś napisałam? Cóż, spontaniczna myśl, że właśnie dziś usiądę i ubiorę dla Was moją opinię w słowa. Mam nadzieję, że będę wpadać tu z czymś nowym częściej niż raz na pół roku :( 

Koniec, a może nowy początek...?

Skoro nie możesz powiedzieć prawdy ludziom, na których najbardziej ci zależy, w rezultacie samego siebie też oszukujesz. 
~Cassandra Clare "Miasto Popiołów"
Witajcie, kochani. Przychodzę dziś do Was, ponieważ wreszcie jestem gotowa na ten post. Właściwie wciąż nie wiem, co chcę przekazać, ale zrozumiałam, że nie można odchodzić tak nagle, bez słowa, bez pożegnania. Nie można kończyć książki w środku zdania, gdy inni czekają na zakończenie. Nie wiem, czy jeszcze ktoś z Was spodziewał się mojego powrotu lub chociaż jakiegoś znaku życia, czy ktoś jeszcze pamięta Minni i jej blog. Marzenie każdej blogerki, która pisze z pasji, nie dla zysku, to prawdziwi i zaufani czytelnicy. I ja tego pragnęłam, gdy dla Was pisałam. Zawsze miałam nadzieję, że czytaliście mnie z przyjemnością i wracaliście tu, bo liczyliście się z moją opinią, bo interesowaliście się tym, co mam do powiedzenia. Pragnęłam dzielić się z Wami moją pasją, zarażać miłością do książek, nawet jeśli książkoholizm dawno Was dopadł. To miejsce powstało z miłości do książek i to ta miłość sprawiała, że tętniło tu życie. I chciałabym napisać, że to wszystko wróci. Że ja wracam. I to nie koniec. Bo to nie jest koniec. Ale nie wracam. Niestety. Niestety, bo wciąż kocham to miejsce i wciąż czuję żal na myśl, że je porzuciłam. Że Was porzuciłam. Tyle, że nie jestem w stanie wrócić. Próbowałam. Niemal codziennie powtarzałam sobie, że to dziś - dziś coś napiszę, dziś wyjaśnię, dziś chociaż trochę poczytam... Ale to dziś nie nadchodziło, aż do teraz. Choć nie tak miało to wyglądać. Miałam wrócić. Wyjaśnić sprawę nierozwiązanego konkursu. Zrecenzować książki, które dostałam od wydawnictw. Wziąć się w garść. Czytać. Pisać. I wciąż to kochać. I może dalej to kocham, ale zapomniałam jak to jest. Zapomniałam, ile radości mi to sprawiało. Wypaliłam się... Czytanie straciło sens. Pisanie powoduje niechęć. I to miejsce... Ten blog. Powinien zniknąć, ale na ten ruch nie jestem jednak gotowa. To by było za wiele. Wciąż mam nadzieję, że ta iskra zapłonie. Że znów to poczuję. To co zawsze czułam sięgając po kolejną znakomitą lekturę. 
Czuję ogromną złość, że zniknęłam na tyle czasu, że nie dawałam żadnego znaku. Zawsze denerwowało mnie w blogach, gdy jego autor nagle znikał bez słowa. I proszę, właściwie zrobiłam dokładnie to samo. Ale uwierzcie, nie planowałam tego. Po prostu straciłam siły. Chęci. Zniknęła ta część mnie, która odgrywała na tym blogu najważniejszą rolę. Mam nadzieję, że nie zniknęła na zawsze, a jedynie zabłądziła. Że się odnajdzie. 
Muszę również poruszyć kwestię nierozwiązanego konkursu na blogu, jak i na fanpage'u. Niestety, przykro mi, ale zwycięzcy nie zostaną wyłonieni, nagrody nie zostaną rozdane. Jeśli czujecie się oszukani i chcecie opuścić to miejsce całkowicie, to rozumiem. To ja zawiniłam. Mogę jedynie z całego serca przeprosić i zapewnić, że strasznie mi głupio, iż wyniknęła taka sytuacja. 
Przyznam się również, że mam kilka książek, których recenzje nie pojawiły się na blogu, a dostałam ich egzemplarze już jakiś czas temu od wydawnictw. Próbowałam się zmusić, żeby przeczytać, to co już mam, napisać recenzję i wywiązać się z obowiązku. Ale jakkolwiek bardzo bym tego nie pragnęła, obecnie nie jestem w stanie. Recenzje jednak najprawdopodobniej się pojawią. Z okropnie śmiesznym opóźnieniem zapewne, ale postaram się zrobić co w mojej mocy, by tak się stało. Najprawdopodobniej będzie to tu. Ale kto wie... może ta iskierka jednak zapłonie. Może to wszystko wróci. Chęci. Miłość... Może będę gotowa wrócić. Tu. A może zrobię krok w bok i zacznę od nowa. W nowym miejscu. Może kiedyś wrócę. Jednak na razie, kochani, zostawiam Was. Zostawiam to miejsce. Nie usuwam, jedynie oficjalnie zawieszam. Znikam. Przynajmniej na jakiś czas. Nie określony. Nie będzie mnie tu, ale to nie znaczy, że nie mam tego miejsca w serduszku. Ono wciąż się dla mnie liczy. Ale jest inaczej. Nie potrafię tego wyjaśnić. Wypaliłam się. A to...to wszystko straciło sens. Może się zmieniłam, a może po prostu potrzebuję odpocząć. Zobaczymy. Tymczasem Wam, kochani, życzę wielu wspaniałych książek i rosnącej miłości do czytania ♥ Do zobaczenia kiedyś, mam nadzieję ♥

59♥ "To nie jest dieta" Anna "Wilczo Głodna" Gruszczyńska


TYTUŁ: "To nie jest dieta"
AUTOR: Anna "Wilczo Głodna" Gruszczyńska
WYDAWNICTWO: Sine Qua Non
ILOŚĆ STRON: 240
MOJA OCENA: 7/10

„Dziś jest dzień, który na zawsze zmieni Twoje życie. To nie kolejna dieta, którą zaczniesz, czy program ćwiczeń. To początek trwałych zmian w Twoich nawykach.”

WŁAŚNIE ROZPOCZYNASZ GRĘ O WYMARZONĄ SYLWETKĘ
ROZGRYWAJĄCY: TY
PRZECIWKO: TWÓJ POTWÓR
CEL: JEDEN ROZMIAR W DÓŁ
CZAS: 30 DNI

W życiu każdego człowieka goszczą przeróżne potworki. Na
swojej drodze napotykamy Leniusa, Wymówkusa, Podjadkusa, Zniechętusa, Komfortusa, czy Strachusa. To wszystko to nasze przeszkody, które nie pozwalają osiągnąć wymarzonego celu. Aż w końcu przychodzi dzień, kiedy mówisz „Dość, pora coś zmienić!” To już pierwszy krok ku zmianie, teraz musisz zebrać ogromne pokłady wewnętrznej siły i działać. To trudne i warto mieć kogoś, kto będzie Cię wspierał, gdy Ty będziesz przeprowadzać w swoim życiu prawdziwą rewolucję. Z pomocną ręką wychodzi Anna Gruszczyńska, która w swojej książce „To nie jest dieta” pokazuje, jak małymi kroczkami osiągnąć sukces oraz dokonać zmian w swoim życiu – w sposobie postrzegania samego siebie i zmiany myślenia, tak by łatwiej przyszła ci samoakceptacja oraz w nawyk wszedł zdrowy styl życia.

„To nie jest dieta” została skonstruowana na wzór dziennika, a zarazem poradnika. Fani książek typu „Zniszcz ten dziennik”, czy „To nie jest książka” będą nią zachwyceni. Autorka na każdy dzień sporządziła listę zadań, które przybliżą czytelnika do osiągnięcia celu. Zostawia pola na to, by coś narysować, napisać lub po prostu uzupełnić. Jednak Pani Anna dzieli się również wieloma poradami oraz wskazówkami. Przekazuje mnóstwo ciekawostek i w zrozumiały dla młodego człowieka sposób przedstawia, co jest dobre dla jego organizmu i jak dbać o swoje ciało. Nie zabrakło tu jednak najważniejszego – ogromnej garści motywacji.
Książka ta skierowana jest głównie dla młodych dziewczyn, które mają problem z samoakceptacją lub po prostu pragną zrzucić parę kilo. Anna Gruszczyńska stworzyła ten dziennik, by pomóc im przez to przejść, ponieważ z własnego doświadczenia wie, że ciężko jest pokonać własne potworki. Autorka, gdy była młoda właśnie tego chciała – odrobinę schudnąć, niestety nie miała potrzebnej wiedzy na temat właściwego podejścia do tej sprawy i dopadły ją prawdziwe potwory. Musiała zmagać się z zaburzeniami odżywiania oraz depresją.
Walczyła z nimi przez wiele lat, ale wygrała. Teraz chce pomagać dziewczynom takim jak ona, by nie wpadły w pułapki odchudzania. Po przez stworzenie tej książki pragnie być podporą dla nich, okazując tym samym swoje wsparcie i przekazując wiedzę, którą zdobyła, gdy borykała się ze swoimi problemami. Dlatego ta książka jest właśnie tak cenna.

Jeśli czujesz, że przyszedł czas na zmiany lub od dawna już próbujesz jakoś rozpocząć ten proces, ale nie wiesz, jak zacząć, to zachęcam do zaopatrzenia się w książkę „To nie jest dieta”. Bo to nie jest dieta. W środku znajdziecie fundamenty, dzięki którym będziesz mógł zbudować sobie most do celu. Nie będzie łatwo, ale małymi kroczkami, w trakcie tego 30 dniowego wyzwania, dasz radę.

Zachęcam Was do zajrzenia na stronę Wydawnictwa SQN, tam udostępniony jest fragment tego dziennika, który dodatkowo przybliży Wam to, czego możecie spodziewać się odnaleźć w środku ☺

"Silna wola nie jest cechą wybrańców losu. Każdy z nas może ją mieć. 
Naprawdę? Jak?
Wola działa zupełnie tak samo jak mięsień. Jeśli chcesz, żeby faktycznie była silna, musisz ją ćwiczyć!"


Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu SQN

58♥ "Jak powietrze" Agata Czykierda-Grabowska

TYTUŁ: „Jak powietrze”
AUTOR: Agata Czykierda-Grabowska
WYDAWNICTWO: Znak
ILOŚĆ STRON: 512
MOJA OCENA: 7/10

Zwykła dziewczyna, zwykły chłopak, niezwykła miłość.
Niektórym może się wydawać, że Oliwii niczego nie brakuje – przystojny chłopak, świetne studia, wieczory spędzane w warszawskich klubach. Ale gdy los stawia na jej drodze Dominika, w jego bursztynowych oczach dziewczyna dostrzega coś, czego nie dał jej wcześniej nikt inny.
Dominik mieszka w obskurnej kamienicy na Pradze i musi zajmować się młodszym rodzeństwem. W jego życiu nie ma miejsca na rozrywki ani nawet na marzenia.
Choć pochodzą z dwóch różnych światów, wkrótce okazuje się, że nie mogą bez siebie żyć. On przynosi jej długo oczekiwany spokój, ona jest dla niego jak powietrze.
Ale czy taka miłość ma szanse przetrwać?
                                                                           Czy Dominik potrafi odciąć się od bolesnej przeszłości?
                                                                           Czy da się żyć bez powietrza?

Główni bohaterzy, to postacie o ciepłym sercu, które przepełnia cierpienie, ale także miłość. Do Oliwii oraz Dominika można czuć sympatię, ale czy coś więcej...? Raczej nie. Relacja, która ich łączy oraz uczucie, które rodzi się pomiędzy nimi na pewno ciekawią czytelnika, który ma ochotę zagłębiać się w dalsze losy ich znajomości, ale ku mojemu zaskoczeniu nie ich związek interesowała mnie tu najbardziej, a relacja jaka łączyła Oliwię z jej ojcem. Autorka stworzyła naprawdę atrakcyjny wątek poboczny, taki który dobarwił jej powieść fascynującym odcieniem miłości, straty, bezradności oraz zagubienia. I o ile ten wątek był interesujący i pchał ku dalszemu czytaniu, tak pojawił się również taki, który pozostawił po sobie niesmak. Zdradzać dużo nie chcę, ale momentami miałam wrażenie, jakbym zagłębiała się w powieść paranormalną. Pomysł autorki, aby urozmaicić książkę poprzez dość absurdalne sny, które nawiedzały Oliwię, w moim uznaniu wypadł dość tandetnie. Mimo wszystko jestem wdzięczna, że zdecydowała się na ubarwianie swojej powieści, nawet jeśli efekty tego były różne. 
Z samotnością można żyć i można się do niej przyzwyczaić, ale tylko wtedy, gdy przestrzega się jednej ważnej zasady... Nie można zaznać bliskości z innym człowiekiem.
Chciałabym, aby moje słowa przybliżyły Ci obraz „Jak powietrze”. Abyś, poprzez to co napiszę, poczuł, czy to jest książka właśnie dla Ciebie. Dlatego spróbuję zadziałać na Twoją wyobraźnię, tak bogatą dzięki do tej pory przeczytanym lekturom. A więc zamknij oczy. Wyobraź sobie swoje ukochane miejsce na świeżym powietrzu, takie w którym z głową pełną fantazji lubisz zatapiać się w kolejnych powieściach. Może to zarośnięty kącik we własnym ogródku, weranda w domu babci, ciche miejsce pod drzewem, na które niegdyś wspinałeś się z przyjaciółmi. Teraz spójrz w górę na te piękne błękitne niebo miejscami oprószone śnieżnobiałymi obłoczkami. Poczuj subtelny dotyk promieni słonecznych na swoich ramionach oraz delikatne muśnięcia letniej bryzy na ciele. Zamknij oczy także w swojej wyobraźni i weź głęboki oddech, pozwól aby świeże powietrze otworzyło Ci drogę ku wewnętrznej wolności. Wczuj się w swój mentalny spokój oraz ten, który otacza cię dookoła. Otwórz oczy w swojej fantazji i uchwyć piękno, jakie Cię otacza oraz ulotność tej chwili. Teraz możesz ponownie zatopić się w przerwanej lekturze, której naturalność, ciepło i lekkość współgrają z tym pełnym uroku momentem. I puki masz zamknięte oczy, a Twój umysł spowija wizja pięknego popołudnia z książką, to zdradzę Ci sekret. W tej magicznej chwili idealnie spisze się „Jak powietrze”, bo właśnie taka jest ta książka – subtelna, pełna finezji i naturalnego uroku, który oplata odprężony umysł. 
Pani Agata swoim delikatnym stylem w łatwy sposób zagarnia sobie uwagę ze strony czytelnika, któremu wystarczy zaledwie kilka stron, by w pełni zatracić się w powieści. Uznanie należy się również świetnie poprowadzonej narracji, ponieważ mimo trzecioosobowej formy autorka daje szansę na bliskie poznanie myśli oraz uczuć wykreowanych przez siebie bohaterów. Od "Jak powietrze" bije szczerość oraz prostota, a najpiękniejsze jest to, że w tej książce można poczuć miłość, z jaką z pewnością była ona pisana. 
Niektórych rzeczy nie da się ująć w konkretne ramy, wpisać do szeregu lub przypiąć im metki.
Wielbiciele New Adult dobrze wiedzą, czym charakteryzuje się ten gatunek, więc niespodzianką nie jest, że czytelnik ma do czynienia z dwójką młodych ludzi, których prześladują demony przeszłości. I to też odnajduje się na kartach „Jak powietrze”, a mimo wszystko od tej powieści bił spokój. Nie wyczuwało się bólu, który normalnie przytłacza czytelnika. Wręcz przeciwnie, tą powieścią autorka ucisza wszelkie negatywne emocja, koi nerwy oraz rozluźnia. Bardzo mi się spodobało, że trudna przeszłość bohaterów nie była nazbyt przerysowana. Nie było takiego momentu, podczas którego zaczęłabym wątpić w realizm całej koncepcji autorki, a wręcz byłabym w stanie uwierzyć, że to się zdarzyło naprawdę. Historia stworzona przez polską autorkę rzeczywiście mogłaby mieć miejsce na tle Warszawskiej Pragi. 
Pewnie wielu czytelników, szczególnie tych stroniących od polskich twórców, skreśliło tę powieść właśnie z tego powodu. Wielu z nas nie potrafi wczuć się w książkę, na której kartach opisane są polskie realia. I pewnie właśnie dlatego znajdą się tacy, którzy nie dadzą szansy Agacie Czykierdzie-Grabowskiej, a to dość niesprawiedliwe, ponieważ „Jak powietrze” to książka, której warto poświęcić słoneczny weekend, aby po prostu się wyciszyć, być może wzruszyć, ale na pewno po to, by wreszcie złapać oddech i zaczerpnąć powietrza. 

Za możliwość zatopienia się w lekturze oraz mianowania mnie ambasadorką powieści „Jak powietrze” ogromnie dziękuję Wydawnictwu Znak

AKCJA: Blog na 5+

Kochani, w główce Minni pojawił się pomysł do stworzenia pewnej akcji, która pod lupę bierze nasze blogowo-książkowe życie, dlatego zapraszam do zapoznania się ze szczegółami oraz oczywiście do udziału. Mam cichą nadzieję, że zainteresowani się znajdą i całe wydarzenie wyjdzie lepiej niż mogłabym sobie tego zażyczyć ^^ 

Celem akcji Blog na 5+ jest dzielenie się doświadczeniem pomiędzy blogerami książkowymi. W internecie znajdzie się nie jeden poradnik o tym, jak pisać recenzję, czy jak nawiązać współpracę recenzencką, ale my pójdziemy o krok dalej i wymienimy się swoimi blogowymi doświadczeniami i podzielimy opinią na różne tematy, wchodząc ze sobą w dyskusję
DO WYDARZENIA SERDECZNIE ZAPRASZAM BLOGERÓW POCZĄTKUJĄCYCH, TYCH Z DOŚWIADCZENIEM ORAZ OSOBY, KTÓRE PLANUJĄ UTWORZYĆ SWOJE MIEJSCE W SIECI! Chciałabym, aby każdy uczestnik dołożył cegiełkę od siebie w postaci rad lub poprzez zadawanie pytań innym, być może bardziej doświadczonym. Tematy, które chciałabym poruszyć podzieliłam na cztery części, o których będziemy rozmawiać podczas trwania wydarzenia. Wszystko rozplanowałam w taki sposób, by miało to pewien ład i skład, a oto wstępny grafik:
1. WYGLĄD ORAZ NAZWA BLOGA, czyli pierwsze wrażenie - 17 sierpnia o 17.00
2. RECENZJE ORAZ INNE TEKSTY, czyli jak stworzyć coś atrakcyjnego - 20 sierpnia o 17.00
3. CZYTELNICY ORAZ MEDIA, czyli jak stać się rozpoznawalnym blogerem - 24 sierpnia o 17.00
4. WSPÓŁPRACA, czyli przyjemne z pożytecznym - 27 sierpnia o 17.00
Każdy z tych głównych punktów zawiera podpunkty, czyli konkretne tematy i problemy, które uważam, że warto poruszyć. Informacje znajdziecie poniżej.

WYGLĄD ORAZ NAZWA BLOGA 
1. O tym, dlaczego warto postarać się o dobry wygląd własnego bloga.
2. Preferowany wygląd oraz taki, którego blogerzy powinni się (Waszym zdaniem) wystrzegać - pod uwagę warto wziąć takie aspekty jak kolor, liczba kolumn (pasków bocznych), czcionka, nagłówek itp. 
3. Nagłówek przedstawiający logo bloga - czy warto je mieć i czym się kierować przy tworzeniu (lub porada, do kogo się zwrócić o pomoc).
4. Miejsca do pobierania gotowych szablonów (darmowych lub odpłatnych) lub namiary na osobę, która wykonuje je na zamówienie. 
5. O modnym minimalizmie, czyli o tym, czy blogi na zaczynają się ujednolicać.
6. Trochę o nazwie bloga, czyli jak wybrać taką, która zapadnie w pamięć.
7. Niezbędne gadżety, które ułatwią czytelnikowi poruszanie się po blogu, oraz te które niepotrzebnie go zaśmiecają. 
8. Blogi, których szablony najbardziej Wam się podobają.
9. Inne uwagi do tematu.

RECENZJE ORAZ INNE TEKSTY 
1. O tym, jakie recenzje czyta Wam się najlepiej - o ich długości, liczbie grafik, uporządkowaniu względem omawianych aspektów z książki oraz o tym, czy bardziej trafiają do Was opinie skupiające się na emocjach blogera i luźnych refleksjach , czy jednak stawiacie na pełen profesjonalizm i recenzje rozbudowane, w których dokładnie opisana jest budowa, fachowo omówiony styl i język autora oraz techniczna strona książki. 
2. O elementach dzieła, które warto (a może nawet trzeba) omówić.
3. Opis fabuły - własny, czy ze strony wydawnictwa.
4. Jak unikać spoilerów - czy istnieje na to przepis?
5. O czytaniu opinii innych (przed pisaniem lub podczas) na temat omawianej książki. 
6. Teksty około-książkowe, czyli przerywnik pomiędzy recenzjami - skąd czerpać inspirację, jak pisać, by chętnie były czytane, jak często powinny pojawiać się na blogu? 
7. O podsumowaniach, zapowiedziach, stosikach, TAG'ach, LBA - czy warto je pisać oraz o tym, że jest ich zbyt dużo.
8. Strony lub programy do tworzenia grafik oraz banki darmowych grafik. 
9. Z jakich narzędzi warto korzystać przy pisaniu tekstu 
10. Inne uwagi do tematu. 

CZYTELNICY ORAZ MEDIA 
1. W jaki sposób promować bloga, by inni go zauważyli oraz czego unikać podczas promocji.
2. Jak prowadzić bloga, by zyskiwać czytelników, a nie ich tracić.
3. Jak często powinny pojawiać się posty?
4. Czy warto nawiązywać współprace z innymi blogerami i tworzyć wspólnie projekty? Jak to robić?
5. Na jakich mediach społecznościowych nie może nas zabraknąć.
6. Jak zdobywać obserwatorów w mediach, czyli jak promować się poza blogiem.
7. Co nieco o organizacji konkursów oraz o tym, czy są one dobrym rozwiązaniem w zdobywaniu czytelników.
8. Czy warto integrować się z czytelnikami oraz, jak to robić.
9. O YouTube, czyli drodze do podbicia książkowej sfery w internecie.
10. Inne uwagi do tematu.

WSPÓŁPRACA 
1. Kiedy po raz pierwszy napisać do wydawnictwa.
2. Co podać w mailu, a czego unikać.
3. Nieco o własnych doświadczeniach - jakie wydawnictwa polecacie do zawarcia współpracy, a z którymi nie macie miłych wspomnień.
4. O blogach tworzonych dla korzyści w postaci darmowych książek.
5. Minusy współprac.
6. Rekomendacje oraz patronaty, jak je uzyskać.
7. O tym, czy wydawnictwa mają wpływ na ocenę recenzenta.
8. Inne uwagi do tematu.

UWAGA!
Biorąc udział w wydarzeniu wyrażasz zgodę na wykorzystanie przez organizatorkę swoich wypowiedzi oraz rady do stworzenia postów na bloga Bądź tu teraz. W miarę możliwości wypowiedzi będą podpisywane.


Jeszcze raz serdecznie zapraszam Was do udziału, to wydarzenie to świetna okazja, abyśmy wzajemnie się od siebie czegoś nauczyli ☺

57♥ "Jedyny pirat na imprezie" Lindsey Stirling

TYTUŁ: "Jedyny pirat na imprezie"
AUTOR: Lindsey Stirling, Brooke S. Passey
WYDAWNICTWO: Feeria
ILOŚĆ STRON: 296
MOJA OCENA: 7/10

Lindsey Stirling to amerykańska skrzypaczka, wokalistka i tancerka. W 2010 roku uczestniczyła w piątej edycji America's Got Talent, gdzie dotarła do ćwierćfinału. Jeśli chcecie poznać więcej suchych faktów na temat tej dziewczyny wystarczy, że wpiszecie jej nazwisko w google, a następnie wejdziecie na Wikipedię, ale tak nie poznacie prawdziwej Lindsey, ale jej artystyczny szkielet, okrojony w prawdziwe przeżycia oraz doświadczenia i nie odkryjecie, jaką drogę przebyła skrzypaczka, jedynie podążycie skrótem, nie zdając sobie sprawy, jak fantastyczne i inspirujące historie z życia dziewczyny pomijacie. 
Moje życie to wahadło, buja się w tę i z powrotem. Ale „w tę” jest równie dobre jak „z powrotem”. Czasem tylko potrzebuję trochę czasu, żeby sobie to uświadomić.
"Jedyny pirat na imprezie" to autobiografia, która wcale nie sprawia wrażenie, że właśnie nią jest. To zbiór niezwykle ciekawych opowieści, podczas których czytania ma się wrażenie, jakby rozmawiało się z bliską koleżanką po latach rozłąki, słuchając z ogromnym zainteresowaniem tego, jak potoczyło jej się życie, gdy się nie widziałyście. Tak się czułam. Miałam wrażenie, jakbym podczas zakupów na mieście spotkała ważną mi niegdyś osobę i poszła z nią na kawę, by nadrobić ten czas. To dzięki Lindsey, która pisząc tę książkę potraktowała swoich fanów i czytelników, jak członka swojej ekipy, która jest jej bliska jak rodzina. 
Nie znałam wcześniej tej tańczącej skrzypaczki, po raz pierwszy usłyszałam o niej, gdy pojawiła się zapowiedź jej biografii, jednakże bardzo szybko polubiłam to, jaką osobą jest Lindsey, które nie gra wielkiej gwiazdy, nie patrzy na innych z góry, ponieważ chce pozostać tą dziewczyną, którą była nim usłyszał o niej świat. Ta młodziutka artystka nie widzi różnicy między ubraniami od sławnych projektantów, a tymi z ogólnodostępnych sieciówek oraz uwielbia swoją toyotę echo z 2002 roku i niczyje namowy nie przekonują jej do zmiany samochodu, na który ją stać. Lindsey w swojej książce pokazała, jak ważne jest dla niej pozostanie sobą podczas upartego spełniania marzeń. 

Zawsze znajdzie się ktoś, kto mi mówi, żebym „zwolniła”. Czy to chodzi o jazdę samochodem, mówienie, czy życie, to słowo cały czas wisi mi nad głową. Czasem ustępuję, ale jakiś głos szepcze mi do ucha: „Hej, zwolnisz, jak umrzesz, na razie jest czas, żeby przyśpieszyć!” Ten głos zawsze ma rację.
"Jedyny pirat na imprezie" to świetna autobiografia, a nie poradnik, który mówi o tym, jak warto żyć oraz dążyć do celu. W zamian za to Lindsey przedstawia własne doświadczenia, które pokazują jak mała dziewczynka stała się znaną Lindsey Stirling. Ta książka obrazuje, jaką drogę pokonała i z jakimi trudnościami musiała się zmierzyć, by zajść w to miejsce, na którym jest dzisiaj. Skrzypaczka nie przedstawia przepisu na sukces, ale motywuje do walki o własne marzenia, na co nie ma jednej recepty - ważne jednak, by się nie poddawać, mimo wszelkich przeciwności, iść własną drogą oraz dawać z siebie tyle, na ile starcza sił. Lindsey nie poddała się, gdy ją krytykowano i gdy sama wątpiła w siebie i to właśnie dzięki wierze we własne marzenia oraz dzięki wsparciu bliskich, dziś możemy słuchać jej dzikiej gry na skrzypcach oraz czytać tę przezabawną autobiografię. 
Dodatkowo książka zaopatrzona jest w zdjęcia z życia oraz występów tego artystycznego potwora (tym mianem określa się Lindsey), które dodają jej uroku i świetnie urozmaicają wnętrze, dodatkowo obrazując opisane historie. 
Nie mówię, że jestem najlepszym muzykiem. Jeśli bycie najlepszym oznacza prawo do patrzenia na innych z góry i krytykowanie ich osiągnięć w obronie własnych, to nie chcę nigdy być najlepsza.
Na Wikipedii nie dowiecie się, jak szalona jest ta dziewczyna. Nie przeczytacie o tym, że na lotnisko bez skrępowania wybiera się w piżamie oraz z parą obciążników na nogi (mimo licznych sprzeciwów ochroniarzy), nie będzie tam opisanych nieudanych i okropnie żenujących randek. Takie wyznania tylko w "Jedynym piracie na imprezie" i jestem niemal pewna, że nawet nie należąc do grona fanów polubicie tę dziewczynę za to jaka jest, a tym samym czas spędzony przy jej książce nie będzie dla Was stracony.
Za możliwość bliższego poznania Lindsey, dziękuję Wydawnictwu Feeria

56♥ "Sny Morfeusza" K.N. Haner - PRZEDPREMIEROWO

TYTUŁ: „Sny Morfeusza”
AUTOR: K.N. Haner
TOM: I
WYDAWNICTWO: Editio red
ILOŚĆ STRON: 416
PREMIERA: 01.07.2016
MOJA OCENA: 7/10

Gdy senne pragnienia stają się rzeczywistością...
…a ich moc zamienia się w koszmar. 

Serce Cassandry Givens już raz zostało oszukane, gdy zakochana kobieta została potraktowana, jak zabawka i rozrywka na chwilę. Teraz młoda architekt wie, że na facetów trzeba uważać, ale ciało nie zawsze słucha rozumu, a sprawy mogą skomplikować się jeszcze bardziej, gdy do gry dołączy serce.
Dziewczyna przeprowadziła się do Miami, by rozpocząć nowe życie pełne dobrych perspektyw. Bardzo szybko zostaje zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną na wymarzone stanowisko w świetnej filmie. Jednak wystarczy szalona noc i przypadkowy sex, by życie kobiety weszło w ostry zakręt, a jej senne pragnienia stały się rzeczywistością,. Gdy w świecie Cassandry pojawia się Morfeusz, jej ciało przejmuje kontrolę, jednak to Adam McKey, szef kobiety, ma wpływ na jej serce. 
Jego ciało jest jak wrzący wulkan, który zapewne zaraz spali mnie od środka
Początek powieści to splot zbiegów okoliczności, można by powiedzieć, że dość nieprawdopodobnych, ale życie płata figle i czasem wszytko jest możliwe. Okazuje się, że świat jest mały i tajemniczy mężczyzna z klubu może okazać się Twoim szefem, a nawet lepiej, bo również facetem ze snów. I to właśnie spotkało główną bohaterkę. 
Cassanda nigdy nie przypuszczała, że zabawi się z przypadkowym mężczyzną - nie była z tych dziewczyn, które wybierają się do klubu, by przypieczętować wieczór seksualną przygodą. Jednak nieudana randka pokonuje jej zasady moralne i kobieta choć raz chce zaszaleć i tego nie żałować. Ale trafił się jej niewłaściwy facet, taki który być może będzie miał na nią zgubny wpływ - szczególnie, że Morfeusz tak szybko nie zniknie z życia dziewczyny, jak się tego spodziewała. Wszystko się komplikuje, gdy Cassandra rozpoznaje w swoim szefie mężczyznę poznanego w klubie Mirrors, a on wciąga ją w swój tajemniczy i niebezpieczny świat. Główna bohaterka zostaje wmieszana w skomplikowany układ pomiędzy nią, a Adamem. 
Adam funduje mi największą dawkę adrenaliny, jakiej miałam okazję do tej pory doświadczyć.. Spróbowałam i niestety mam świadomość, że po prostu się uzależniłam.
„Sny Morfeusza” to powieść, w której rozum głównej bohaterki walczy z ciałem oraz sercem i przez większą cześć lektury Cassandra jest rozdarta pomiędzy tym, co powinna zrobić, a czego pragnie. Było to bardzo widoczne, ponieważ autorka w pewnym momencie wpadła w błędne koło – pożądanie ----> nienawiść ----> pożądanie ----> nienawiść. Zabieg ten dostrzegalny był przede wszystkim przy początkowej części znajomości Adama i jego nowej pracownicy. W następnych etapach fabuła nabiera ostrości, dochodzi kilka pobocznych wątków, przez co autorka już tak ślepo nie podąża wyznaczonymi sobie schematami i rozkręca swoją powieść. K.N Haner zrobiła jednak coś niesamowitego! To koło, w którym okręcała losy bohaterów, hipnotyzowało – w jakiś magiczny sposób, czytelnik pomimo powtarzających się zabiegów nie może oderwać się od lektury, ponieważ fascynują go obecne zdarzenia i intryguje dalszy bieg wydarzeń! To było jak iluzja, która ponad 4-stu stronicową lekturę zmniejszyła o połowę. Zasugerowałabym, iż autorka minęła się z powołaniem i powinna zostać magikiem, jednak nie ośmielę się, gdyż nie miałabym wtedy okazji poznać jej zdolności pisarskich. 
W tym momencie wolałabym po prostu nie istnieć. Nie czuć. Nie czekać na to, co wydarzy się za chwilę, bo wiem, że każda taka chwila będzie coraz bardziej kaleczyła moje i tak już poranione serce.
Nie śmiałabym pominąć Adama, który również zasługuje na kilka słów. Został wykreowany na osobę tajemniczą i nieprzewidywalną, potrafi być również okrutny oraz bezwzględny. To właśnie on dodaje tej powieści erotycznego posmaku oraz szczyptę pikanterii. Jego nieobliczalna osobowość oraz liczne sekrety stawiały pod znakiem zapytania to, co zdawało się być oczywiste biorąc pod uwagę wcześniejsze wydarzenia w powieści. I o ile z Cassandry można czytać, jak z otwartej księgi, tak Adam jest dla czytelnika zagadką. Gdy tylko gdzieś się pojawiał, robiło się zamieszanie, to też właśnie stało się w życiu głównej bohaterki, a autorka wszystko zgrabnie opisała.
Moje piersi stykają się bezpośrednio z zimną szybą, co sprawia, że moje podniecenie sięga zenitu. Mimo że Adam już mnie nie trzyma, ja nadal opieram ręce szeroko na szkle. To jak hipnoza. Wiem, że mam wolną wolę, ale kompletnie nie chcę z niej teraz korzystać. Chcę mu się oddać i poddać. Bezgranicznie.
„Sny Morfeusza” to powieść erotyczna, więc oczywiste jest, że opiera się na seksualnym podłożu, jednak autorka dała z siebie jeszcze więcej i dobarwiła swoją historię – połączyła seks z romansem, co rozpieszcza zmysły, ale także pobudza serce. Historia Cassandy i Adama jest często bardzo brutalna i mocna, jednak nie brakuje jej czułych momentów, które bardzo ładnie uspokajają ożywione nerwy czytelnika. Napięcie jednak rośnie czym bliżej końca, robi się gorąco i niebezpiecznie, a Epilog jedynie wszystko podsyca. 
K.N. Haner świetnie dostosowała styl do gatunku, w którym tworzy – było ordynarnie, wyraziście i ostro, ale przede wszystkim to wszystko było rozważnie dawkowane i nawet osoba rzadko sięgająca po erotyki, po jakimś czasie oswaja się ze słownictwem. 

Polska autorka stworzyła powieść pełną sprzeczności – schematyczną, a jednocześnie hipnotyzującą, brutalną i zmysłowa, przewidywalną, a jednak zaskakującą – i chyba właśnie to w „Snach Morfeusza” jest najpiękniejsze. Osobiście już nie mogę doczekać się kontynuacji! 

Za możliwość przeczytania powieści, która hipnotyzuje, serdecznie dziękuję autorce oraz GW Helion ☺
Bądź tu teraz © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka