34♥ "Plaga samobójców" Suzanne Young

TYTUŁ: "Plaga samobójców"
AUTOR: Suzanne Young
TOM: I
WYDAWNICTWO: Feeria
ILOŚĆ STRON: 456
MOJA OCENA: 9/10

Nasze życie to długa droga, wyboista, pełna doświadczeń, ale każdy z nas ją pokonuje, bo przecież nie ma innego wyjścia – nie można się zatrzymać. Ta droga życia, choć bywa piękna, nie jest prosta i oglądanie się za siebie może przynieść ból, ale i szczęście oraz dumę z pokonanej trasy. Co gdybyś się kiedyś odwrócił i zobaczył, że kilka kroków za Tobą jest START i nic poza tym – brak bliskich ludzi, wspomnień, uczuć, doświadczeń, świadomości samego siebie. Brak wszystkiego, co kształtuje człowieka. Orientujesz się, że jesteś pusty. Pokonałeś długą drogę i jesteś zmęczony,  ale  przecież  wciąż  jesteś  na  starcie.  Jesteś  zmęczony,                                                              zdezorientowany i zagubiony. Wydrążony. 
„Pomyślałam, że jeśli zaraz nie wybuchnę płaczem, chyba umrę. Smutek rozerwie mi klatkę piersiową od środka i padnę martwa.”
Świat padł ofiarą epidemii, która pozbawia młodych ludzi życia. Czując się wyczerpani i zmęczeni, nie widząc nadziei w przyszłości i sensu w dalszym życiu, masowo popełniają samobójstwa. Władze, aby powstrzymać rozprzestrzeniającą się chorobę, opracowały i wprowadziły Program. Ich celem jest wyłapywaniem wszystkich młodych przejawiających objawy depresji i zamykanie w specjalistycznych ośrodkach. Tam wysysa się z nich cierpienie, ale ... wraz z nim pozbawia wspomnień.
Sloane straciła brata, którego dopadł smutek i popełnił samobójstwo. Dziewczyna teraz walczy z własnymi uczuciami, by ani śmierć ani Program jej nie dosięgnęły, jednak to nie łatwe, gdy serce przepełnia ból. Tylko jedno pcha ją do walki i utrzymywaniu pozorów – James, chłopak który daje jej wiarę w przetrwanie.
„Wyobrażałam sobie, że jestem cyborgiem, maszyną pozbawionym ludzkich emocji. Pozbawionym życia.”
Niełatwo jest sobie nawet wyobrażać stratę najbliższych, a co dopiero jej doświadczać. Sloane i James utracili już wiele bliskich im osób przez śmierć lub niepamięć. Choć jest im ciężko, a cierpienie pochłania coraz bardziej, stanowią wzajemnie oparcie. Żyją w tym piekielnym świecie tylko dlatego, że mają po co – dla swojej miłości. Ogromnym plusem powieści jest właśnie ta miłość, która istniała już wcześniej, która teraz przeżywa próbę i jest pielęgnowana przez kochających się ludzi. Bez przypadkowych spotkań. Bez spotykających się spojrzeń. Bez miłości od pierwszego wejrzenia. Sloane i Jamesa łączy już ogromne uczucie, a jego korzenie są bardzo zawiłe. Autorka w powieści powoli przedstawia nam obraz ich związku. 
Bohaterów nie sposób nie polubić, byli naprawdę świetni. Ich uczucia zdawały się być rzeczywiste, stopniowo przechodzące na czytelnika. Mimo melancholijnej tematyki wprowadzali również bardzo przyjemny powiew humoru, któremu czytelnik nie może się oprzeć, a jego źródłem był przede wszystkim James.
„Kiedy byliśmy ze sobą sam na sam, odsłaniał przede mną wrażliwą stronę siebie, i wtedy kochałam go najbardziej.”
Pomysł na fabułę jest fenomenalny! Myślę, że opis oczarował miłośników dystopii oraz wielbicieli emocjonalnych historii. Suzanne odbiegła od przedstawiania życia bohaterów, jako bez przyszłości, a ukazała obraz życia bez przeszłości. Puściła wodze wyobraźni i ukazała świat, w którym ludzi nie mają wspomnień, gdzie nie wiedzą kim są – tracą tożsamość. W świetny sposób pokazała jak wszystko czego doświadczyliśmy nas kształtuje. Nasze przeżycia są jak cegiełki, z których budujemy wieżę z widokiem na świat. Gdy zacznie się wyciągać cegiełki wieża w końcu runie, a wraz z nią my oraz nasz obraz postrzegania świata. Będziemy poturbowani. 
Autorka rozpracowywała również naturę ludzką i jej wytrzymałość na cierpienie. Ile jest w stanie znieść? Ile ciosów nim umrze? Nim zniknie jakakolwiek nadzieja … i pochłonie ją depresja.
„Jesteś wydrążona. Jesteś niczym. Wolę umrzeć, niż zmienić się w kogoś takiego jak ty.”


Suzanne ma niepowtarzalny styl, z którego wywiera wiele emocji. Pisze w sposób, któremu ciężko jest się oprzeć, odnalazła również klucz do serca czytelnika. Przekaz jest mocny i dobitny, autorka słowami trafia w czytelnika, niczym rzutką w środek tarczy - "Chciałam powiedzieć, że presja, pod jaką żyję, w końcu mnie unicestwi." 

Jeśli w jakikolwiek sposób moja recenzja Was zaciekawiła, to uwierzcie, że to tylko namiastka tego, co skrywa ta powieść. Znajduje się w niej wiele więcej. Po skończeniu czytania wróciłam do zaznaczonych przeze mnie ulubionych fragmentów i ciężko mi było uwierzyć, jak wiele się wydarzyło podczas tych 456 stron – nie można narzekać na nudę. 
Książkę tę polecam przede wszystkim fanom dystopii, oraz historii pełnych emocji. Przede wszystkim polecam również osobom, które czytając zżywają się z bohaterami do tego stopnia, że ich uczucia przejmują na siebie. Polecam! 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Feeria

KSIĄŻKOMANIA - tropem choroby

Hej kochani! Dziś krótki post, bo przychodzę z ogłoszeniem.

Wraz z Michaliną z bloga Ksiażkowy świat postanowiłyśmy stworzyć serię wydarzeń, które nazywać się będą KSIĄŻKOMANIA! O co w tym chodzi?
- Raz na jakiś czas będziemy wybierać główny motyw akcji, tym razem będzie nim choroba.
- Przez 7 dni od 14.12. do 20.12.2015 uczestnicy będą czytać książkę, opierającą się na motywie choroby.
- Chętni będą mogli na bieżąco relacjonować swoje wrażenia dotyczące czytania - w ten sposób pokażecie, że naprawdę z nami jesteście, być może zachęcicie nas do sięgnięcia po jakąś pozycję, a dla Was będzie to bilet do zdobycia nagród w konkursach :D


Gorąco zachęcamy do dołączania do nas, zapraszania znajomych, do aktywności, a przede wszystkim do zagłębienia się w lekturze! ^^ 

Jeśli tylko włączycie się do wspólnej zabawy, to naprawdę może być ciekawie! 

33♥ "Nieprzekraczalna granica" Colleen Hoover

TYTUŁ: "Pułapka uczuć"
AUTOR: Colleen Hoover
TOM: II
WYDAWNICTWO: W.A.B
ILOŚĆ STRON: 304
MOJA OCENA: 7,5/10

RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ NIEWIELE SPOILERÓW Z TOMU PIERWSZEGO.

Los ich połączy, ale niech to miłość utrzyma przy sobie.

Layken i Will wiele przeszli, połączyła ich strata, której oboje doświadczyli. I choć czas leczy rany pewne jest, że wciąż będzie im ciężko, bo los nie szczędził ciężaru, jaki spuścił na te młode ramiona. Przed nimi ogromne wyzwanie, bo muszą stworzyć dom dla swego młodszego rodzeństwa. Czasem bywa ciężko, ale w miłości to moc i to ona daje im siłę, by walczyć o szczęście, ale "Czasami dwie osoby muszą się rozstać, aby sobie uświadomić, jak bardzo siebie potrzebują.".


Will już w pierwszym tomie radził sobie z opieką nad młodszym bratem. Nie było mu łatwo wsparcia udzielała mu Lake oraz jej matka - Julia, jednak teraz gdy jej nie ma ciężar życia powoli przygniata zakochanych. Brak im dobrych rad, których Julia miała pełno. Gdyby tego było mało, w ich życiu pojawiają się kolejne przeszkody, które mogą okazać się hamulcem do szczęścia. 

„Czasami w życiu zdarzają się rzeczy, których nie planujemy. Wszystko, co możesz teraz zrobić, to pogodzić się z tym i zacząć układać nowy plan.”

Sięgając po książkę nie miałam pojęcia, że tym razem będę miała do czynienia z męską narracją. Tak, w tym tomie to właśnie Will opisuje wszystkie zdarzenia, tym razem to jego uczucia poznajemy i to z nim walczymy o szczęście. Myślę, że narracja od jego strony została umiejętnie poprowadzona, ale bez większej rozbieżności do narracji Layken, i być może, gdyby nie odmiana męska, to czytelnik mógłby zasadniczo nie zauważyć różnicy. 

W tej części uważam, że bardzo ciekawą rolę odgrywają młode postacie. Autorka postanowiła zahaczyć o uczucia braci Lake i Willa, których równie mocno dotyka ta sytuacja. Dodatkowo stanowią oni przecież ważny element historii, bo bez młodszego rodzeństwa wymagającego opieki, powieść ta nie byłaby tak bogata, kompletna - wiele by jej brakowało.

"Nieprzekraczalna granica" w dużym stopniu opiera się na uczuciu łączącym głównych bohaterów oraz ich związku. Niestety w pewnym momencie zaczęło powiewać nudą, choć nieznacznie, to jednak wkradła się monotonia. To z lekka psuje efekt, jaki mogłaby wywołać ta powieść, ale jeśli znacie Hoover, to doskonale wiecie, że nie może być źle. I nie było. Autorka w późniejszym etapie, gdy czytelnik kompletnie nie spodziewa się, że coś jeszcze go zaskoczy, w momencie kiedy rozluźni się i wejdzie w stan wewnętrznej równowagi zostaje zaatakowany przez Colleen - bo jej cel, to zaskakiwać. Wtedy monotonia schodzi na drugi plan, a wychodzi napięcie. 

„Miłość jest najpiękniejszą rzeczą na świecie. Niestety, jest także jedną z tych, które najtrudniej utrzymać, i jedną z tych, które najłatwiej utracić.”

Jeśli czytaliście tom pierwszy i pokochaliście poetycki dodatek, jakim był slam, to nie martwcie się! I tym razem go nie braknie, a Hoover ponownie oczaruje Was słowami. To właśnie slam zgrabnie uzupełnia tę powieść i stanowi dopełnienie emocjonalne, a Colleen Hoover dobrze wie, że bez emocji książka traci na wartości.

"Nieprzekraczalna granica" mówi przede wszystkim o kwestionowaniu uczuć, bo tak łatwo pomylić miłość z milionem innych więzi, jakie mogą połączyć ludzi. Colleen po raz kolejny rozważa, czym kieruje się serce. Stawia przed czytelnikiem pytania, na które sama krok po kroku stara się odpowiadać. Czy prawdziwa miłość może przeminąć? 

Na pewno można napisać wiele komplementów, jeśli chodzi o tę powieść, ale tym razem jej czar mnie nie uderzył. Monotonia o której wspomniałam oraz brak "tego czegoś", co zawsze udawało mi się odnaleźć w książkach autorki, wpłynęło na odbiór "Nieprzekraczalnej granicy" przeze mnie. Jednak, czy warto czytać? Oczywiście! Warto poznać wszystko, co wyszło spod pióra tej Pani. 

32♥ "Playlist for the dead" Michelle Falkoff



TYTUŁ: "Playlist for the dead"
AUTOR: Michelee Falkoff
WYDAWNICTWO: Feeria
ILOŚĆ STRON: 272
MOJA OCENA: 7,5/10

Drogi czytelnku!
Samobójstwo. 
Czymże ono jest? 
Odwagą? 
Słabością?
Desperacją?
Tchórzostwem? 
Poddaniem?
Zastanawiałeś się kiedyś?


 

Sam o tym wcześniej nie myślał, nigdy na poważnie. Wszystko zmienia się ranka, gdy odnajduje swego martwego przyjaciela – samobójcę. Właściwie zmieniło się w poprzedni wieczór, przez tę nieszczęsną imprezę. Sam nie potrafi zrozumieć, nie potrafi się w tym wszystkim odnaleźć – jest taki samotny. 

„Playlist for the dead”, poruszyła trudny temat – temat śmierci z własnej ręki. Bardzo ciekawe jest to, jak cała powieść się zaczyna – porównaniem tego co się stało do filmu i czy nie właśnie tak traktujemy ciężkie tematy, jak coś co nas nie dotyczy? A tu proszę, bum i już wiesz, że może jednak... 

„Wiedziałam, że już nigdy nie będę tą samą osobą co wcześniej, i było dla mnie ważne, aby wszyscy to zrozumieli.”

Przyjaciel Sama, tuż przed śmiercią zostawia mu ułożoną przez siebie playlistę z wiadomością „Posłuchaj, a zrozumiesz”. Dzięki temu, przy każdym rozdziale czeka czytelnika, tytuł który może sobie przesłuchać, by razem z Samem próbować zorientować się w tym co się stało. Myślę, że jest to bardzo fajna alternatywa i urozmaicenie. 

Michelle Falkoff pisze … przyjemnie –  to idealne słowo opisujące jej styl. Nie jest on ciężki, zagmatwany, czy szczególnie bogaty. Autorka mimo tematu, który postanowiła poruszyć pisze dość swobodnie, pozwalając czytelnikowi się zrelaksować. Nie porusza do granic możliwości, nie męczy emocjonalnie, w zamian jednak daje możliwość przemyśleń. Wprowadza w melancholijny nastrój, a to w połączeniu z samotnym wieczorem otwiera wrota umysłu. Pojawiają się pytania, na które tak trudno odpowiedzieć.

„Playlist for the dead” pokazuje, że czasem najbliżsi ranią najbardziej, że rodzina nie zawsze równa się miłości. Jest również dowodem na to, że człowiek to tajemnica. Każdy z nas ma sekrety, których nie znają nawet ci dla nas najważniejsi. Jesteśmy zagadką i zawsze nią będziemy, nawet po śmierci. Myślę, że powieść ta stanowi próbę uświadomienia, że powinniśmy zdjąć okulary, lepiej się przyglądać, dostrzegać zmiany nim będzie za późno. „Playlist for the dead” nie porusza jednak tylko tematu śmierci, czy poszukiwania odpowiedzi, to również próba poradzenia sobie i wyjścia na prostą, próba wybaczenia sobie i innym, odnalezienia na nowo, mimo straty.

„Przez ostatnie kilka dni na zmianę za nim tęskniłem i nienawidziłem go, czułem się winny i zdruzgotany – właściwie nie wiedziałem, jak powinienem się czuć, oprócz tego, że jakoś inaczej.”

Sięgając po tę powieść nie miałam oczekiwań, i choć spodziewałam się łzawej historii, której nie otrzymałam, tak nie żałuję poświęconego czasu tej powieści. Być może kiedyś dzięki niej zauważę coś, na co inni będą ślepi. Książka warta poznania. 


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Feeria

5 NAJEK tygodnia

Nadszedł czas na ........ NAJKI!!! ♥

NAJwiększe odkrycie:
Na pewno większość z Was słyszała już  o cudnej akcji organizowanej przez Fenko, a mówię tu o Wymiance świątecznej! Sama jeszcze nie jestem w 100% pewna, czy wezmę udział, ale wciąż się zastanawiam. To naprawdę fajowska akcja ♥
Kolejną bardzo ciekawą akcję organizuje Isabel, czyli Ludzie listy piszą... PISZ I TY! Brzmi genialnie prawda. Jeśli tak jak ubolewacie nad tym, że w tych czasach listy rzadko się pisze i macie ochotę wreszcie poczuć tę magię pisania, wysyłania i czekania na odpowiedź, to koniecznie się zapisujcie - uwaga macie czas tylko do 14 listopada!

NAJlepszy post/ artykuł:
5 kreatywnych sposobów jak wymyślać tematy blogowych postów. Brzmi ciekawie? I to jak! Pewnie nieraz chcieliście napisać coś innego, ciekawego, ale nie wiedzieliście co to takiego może być. Olga z bloga More Simple przychodzi z radami. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że na blogach książkowych przeważa liczba recenzji, ale czasem fajnie jest napisać coś innego, choćby około-książkowego, a na to też trzeba mieć pomysł! ^^

NAJlepszy film:
Lubicie kino akcji? Ja kocham ♥ Uwielbiam te wszystkie wybuchy, strzelaniny itp. Ostatnio oglądałam Strzelca i powiem Wam, że całkiem niezły film, a nie ma to jak wieczór z dobrym filmem! 
Tytułowy strzelec otrzymuje zadanie udaremnienia zamachu na prezydenta. Z pozoru proste zadaje zamienia się w jego najgorszy koszmar. Na skutek dziwnego obrotu rzeczy mężczyzna zostaje oskarżony o jego dokonanie.

NAJciekawszy post:
...
Przeczytaj, a zrozumiesz. 

NAJlepszy obrazek:
Dobra, wiem ... kiepska kategoria na NAJKĘ, ale ... chciałam, żeby było ich pięć, tak jak zawsze, a nic takiego nie przykuło mojej uwagi, co mogłabym umieścić w NAJKACH, więc macie obrazek. 

31♥ "Biorąc oddech" Rebecca Donovan

TYTUŁ: "Biorąc oddech"
AUTOR: Rebecca Donovan
TOM: III
WYDAWNICTWO: Feeria
ILOŚĆ STRON: 464
MOJA OCENA: 9,5/10


RECENZJA NIE ZAWIERA SPOILERÓW Z POPRZEDNICH TOMÓW.

Życie nie jest czarno-białe. To coś więcej, jest przepełnione wieloma barwami, odcieniami szarości. Nie jest tylko piękne. Nie jest tylko bolesne. Życie to głębia barw, którą warto odkryć.

W życiu Emmy czerń zawsze podążała krok za nią, czekała aż nadarzy się okazja i będzie mogła wypłynąć. Ból to nieodłączny element jej przeszłości, wypłukał ją od środka, zapuścił korzenie w jej sercu. Teraz ta dziewczyna nie ma nic do stracenia, jedyne barwy, jakie nadawały jej życiu sens zatarły się rok temu, gdy podjęła najgorszą decyzję w swoim życiu krzywdząc tych, na których jej zależało i teraz musi walczyć z demonami przeszłości. 
Dziewczyna niebezpiecznie podąża krawędzią urwiska, zatacza i niemal spada, ale czuwają nad nią wciąż ludzie, którym na niej zależy. Czy ratunek jest jeszcze możliwy, nim całkowicie pochłonie ją mrok? 

„Nie chciałam być tą dziewczyną dryfującą w wodzie, zagubioną i samotną, pragnącą by odpływ zabrał ją od brzegu. Walczyłam z całych sił, by pójść dalej, stać się kimś lepszym.”

Drogi czytelniku, jeśli jesteś w tej samej sytuacji, w której byłam ja i nie możesz wybaczyć Emmie tego, co zrobiła pod koniec poprzedniego tomu, to wiedz, że rozumiem. Długo zmagałam się z udręką, jaką pozostawiło po sobie „Oddychając z trudem”. Nie byłam pewna, czy mam tyle sił, by czytać tak mocną książkę - „mocna” to idealne słowo opisujące tę serię. W końcu zebrałam w sobie odwagę, bo wbrew wszystkiemu, pragnęłam poznać dalsze losy bohaterów, wspierać ich, kibicować im w nie łatwym życiu i wciąż liczyłam na to, że koniec końców dziura w moim sercu choć po części zostanie wypełniona. 

„Nie istniała żadna kara, która mogłaby bardziej go zniszczyć niż własny żal i wyrzuty sumienia.”

Emma to idealnie stworzona postać, od której biło realnością. Jeśli kogoś irytowała, to przepraszam, ale chyba nie umiem tego zrozumieć. Choć czasem jej decyzje były głupie, czy niezrozumiałe, tak dalej uważam ją za genialną postać. Irytująca? Co w niej było takiego? To, że życie jej nie oszczędziło, dało w kość i wybiło emocjonalne piętno? To, że żałuje decyzji z przeszłości i nie może sobie z nimi poradzić? To, że boli ją życie i pogrąża się w chaosie? To, że była odzwierciedleniem człowieka z przejściami, którego dosięga mrok? Co cię irytowało drogi czytelniku? 
Ogromnym zaskoczeniem było dla mnie wtrącenie narracji Evana. Dzięki temu poznajemy bliżej jego odczucia, mamy szansę uczestniczyć w uczuciowych zmaganiach nie tylko Emmy, ale i chłopaka, który jest w końcu nieodłącznym elementem tej serii. Duży plus za sam pomysł, jak i świetnie wczucie się autorki w drugą stronę tego medalu. 

„Biorąc oddech” to powieść niemal równie mocna, niemal równie intensywna i niemal równie przesycona emocjami, jak jej poprzedniczki. Z tej książki bije piękno słów. Jest to prawdziwa skarbnica wybitnych porównań - „Strach trafił mnie w brzuch jak wielki kamień rzucony z urwiska.”, „Pierś mi się ścisnęła, jakby nie było w niej miejsca na oddech. Dusiłam się bólem”
Rebecca tworząc dalsze losy Emmy ofiaruje czytelnikowi nie tylko świetną historię, ale i czaruje swym stylem, który jest pełen finezji – piękny niczym poezja. Autorka umiejętnie przeplatała dotkliwe momenty, pełne udręki z lżejszymi, przy których uśmiech może zagościć na twarzy. 
Z tego co wiem, pierwszym założeniem było, że tytuł będzie brzmiał „Bez tchu” - tak był przedstawiany przy zapowiedziach, ale i tak brzmi tłumaczenie. Troszkę szkoda, że uległ on zmianie, gdyż „bez tchu” to słowa znakomicie ukazujące stan w jakim znajduje się czytelnik, który walczy wraz z Emmą o każdy oddech, przytłoczony wszystkim z czym musi się mierzyć dziewczyna. Rebecca przydusza żalem, tak że zapomina się jak oddychać. 

„Wiedziałam... nie bałam się. Zostałam wydrążona i wyczyszczona w środku, na skalnej półce stała skorupa mojego dawnego ja. Mogłabym się bać tylko, gdybym miała coś co stracenia. A nie miałam nic.”

Długo zastanawiałam się nad tym, co się stało, że powieść tę odebrałam w 95%, a nie 100% - tak jak jej poprzedniczki. Trudno mi powiedzieć. Być może odnosi się to do bohaterów, którzy mimo że fantastyczni, tak jednak inni niż wcześniej. Zmienił ich czas, a dotkliwe przeżycia zrobiły swoje. Być może czytelnik, który zżył się z Emmą i Evanem z tomu pierwszego, będzie tęsknił za nimi poznając ich na nowo – odmienionych. 

Czy dziura, którą pozostawił poprzedni tom została załatana? Hmmm... myślę, że po części tak. Zostałam uradowana, gdyż autorka poruszyła wątek z poprzedniczki, którego nie spodziewałam się znaleźć w tym tomie. Nie zrobiła tego jednak w takim stopniu, jakim ja bym tego pragnęła i niestety nie poszło to wszystko w kierunku, w którym jak bym chciała aby poszło. Mimo wszystko czuję się w 95% usatysfakcjonowana tomem zakańczającym „Oddechy”. 

„W życiu doświadczyłam miłości i straty. Utrata rzuciła mi wyzwanie, czyniąc mnie silną, ale to miłość mi pomogła, gdy byłam słaba. Przetrwałam.”


PODSUMOWANIE SERII „ODDECHY”:
Rebecca stworzyła cudowną historię, na której czele stoi Emma – bohaterka, której życie nie oszczędziło. W każdym tomie serii autorka stawia przed czytelnikiem oraz główną bohaterką przeszkody życia. W każdej części Emma, mierzy się z bólem, za każdym razem innym. Jednak historia Emmy, to nie tylko cierpienie, to również chwile piękne, które nadają tej powieści magiczny charakter. Styl oraz wartość emocjonalna, to bezwzględne atuty serii. Z ogromnym żalem jednak pożegnałam się z bohaterami i wszystkimi doświadczeniami, jakimi zostałam obdarowana przez przecudowną Rebeccę i pewna jestem jednego – po tę serię jeszcze sięgnę, a jeśli Ty jeszcze jej nie czytałeś, drogi czytelniku, to nie wahaj się dłużej, bo być może ominie cię jedno z piękniejszych przeżyć, jakie przed Tobą stoi – odkryj paletę barw tego świata.

Za egzemplarz dziękuję serdecznie Wydawnictwu Feeria.
Bądź tu teraz © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka